To, że biblioteki pomagają zwalczać bezrobocie, jest już sprawą znaną. Mniej oczywiste, zwłaszcza w Polsce, jest to, jak biblioteki wspierają przedsiębiorców, oraz korzyści, które dzięki temu może odnieść gospodarka. A takie wsparcie to nie zawsze i nie wyłącznie standardowy "dostęp do wiedzy i informacji".
John Fudric, młody biznesmen z Cleveland w stanie Ohio (USA), otwierał właśnie lokalny browar i szukał czegoś, co odróżni jego firmę od innych. Miał pomysł na nalewak do piwa z ozdobnymi kranami wykorzystującymi motyw wieżowca Terminal Tower – wizytówki Cleveland i niegdyś najwyższego budynku świata. Zanim trafił do miejskiej biblioteki, nie wiedział nic o druku 3D. Lecz właśnie w bibliotece, na bibliotecznej drukarce 3D pomysł Johna zyskał konkretny kształt, a jego biznes – własny USP ("unique selling proposition"). "Biblioteka sama w sobie to wspaniały zasób – mówi John Fudric – ale możliwości, jakie daje technologia wydają się nieograniczone".
Opisaną historię pokazuje jeden z filmów z cyklu "Libraries Transform", nakręconych przez Stowarzyszenie Bibliotek Amerykańskich (ALA) w ramach kampanii o tej samej nazwie. Celem kampanii jest zwiększenie społecznej świadomości na temat roli, jaką we współczesnym świecie odgrywają biblioteki oraz jaki mają wpływ na pozytywne zmiany w życiu mieszkańców i całych społeczności.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biblioteki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biblioteki. Pokaż wszystkie posty
17 lip 2016
6 lis 2015
Czego, i w jaki sposób, oni się tam uczą? O makerspace w bibliotece szkolnej w Oklahomie i przeprowadzonych tam badaniach
Makerspace, Creation space, Innovation Lab, Creativity Lab – między innymi pod takimi nazwami działają na całym świecie w bibliotekach (i nie tylko) miejsca w specyficzny sposób przygotowane, wyposażone i udostępnione użytkownikom do… uczenia się. Korzystając z dostępnego sprzętu i oprogramowania użytkownicy zdobywają wiedzę i rozwijają różne umiejętności ucząc się samodzielnie, od mentorów i od siebie nawzajem, poprzez tworzenie, doświadczenie, zabawę, realizację wspólnych projektów i praktycznych zadań.
Trend jest stosunkowo nowy, nie ma więc jeszcze zbyt wielu badań, które potwierdzałyby korzyści z uczenia się (bądź uczenia innych) w miejscach prowadzonych według takiej formuły. Jest to też dość złożone zjawisko: istnieje wiele form organizacyjnych, typów działalności, rodzajów wyposażenia, obszarów tematycznych, instytucji i organizacji prowadzących makerspace. Byłoby więc dużym wyzwaniem zorganizowanie i przeprowadzenie badania opisującego ten nurt jako pewną jednoznacznie rozumianą całość. Jest nawet kłopot z nazwaniem tej całości, przynajmniej w języku polskim :). Brakuje nam zgrabnego i niebudzącego wątpliwości terminu, którego można by używać analogicznie do angielskiego „makerpace” (stosowanego powszechnie, mimo że miejsca, o których mowa, to nie zawsze i nie tylko dosłownie rozumiane „makerspace”).
W rozeznaniu się, jak to może działać i jakie korzyści edukacyjne przynosić, mogą nam pomóc badania realizowane lokalnie w konkretnych miejscach. Przykład znajdziemy w tekście pt. Are They Really Learning? A Case Study of a School Library Makerspace. Artykuł został poświęcony badaniom przeprowadzonym jesienią 2014 roku w bibliotece szkolnej w miejscowości Norman, w stanie Oklahoma (USA). Badacze postawili sobie następujące pytania:
Formułę "makerspace" zastosowano w bibliotece szkolnej w Norman organizując klub dla uczniów zainteresowanych meteorologią i klimatem. Miejsce wyposażono w sprzęt i programy do tworzenia i edycji grafiki, filmów i muzyki, specjalistyczne oprogramowanie (m.in. do projektowania w 3D) oraz drukarkę 3D. Meteorologia to ważna dziedzina w Oklahomie – stanie często nawiedzanym przez tornada. Jest przedmiotem badań na tamtejszym uniwersytecie, zajmują się nim też miejscowe instytucje i organizacje. Klub powstał przy wsparciu finansowym organizacji Institute of Museum and Library Services, we współpracy z Uniwersytetem Stanu Oklahoma i stanową instytucją badawczą Oklahoma Climatological Survey.
W przeciwieństwie do większości bibliotecznych "makerspace’ów", mających raczej otwarty charakter, do klubu w Norman należało się formalnie zgłosić i otrzymać rekomendację nauczycieli (przyjęto 19 uczniów, w tym 10 chłopców i 9 dziewcząt). Opiekunami i mentorami klubowiczów zostali nauczyciele, bibliotekarze i badacze z Uniwersytetu Stanu Oklahoma. Organizacja i działalność makerspace były więc nieco bardziej sformalizowane niż zazwyczaj w przypadku tego typu miejsc (choć dzięki temu przeprowadzenie badań mogło być łatwiejsze), niemniej jednak uczniowie byli od początku zaangażowani w proces przygotowywania klubu, mieli wpływ na formę i tematykę zajęć oraz na ich przebieg.
Członkowie klubu spotykali się po szkole raz w tygodniu przez trzy miesiące. Brali udział w dwugodzinnych zajęciach, podczas których uczyli się modelowania i druku 3D, projektowania grafiki, tworzenia i edycji filmów i muzyki. Odwiedzali miejscowe instytucje i organizacje zajmujące się meteorologią i pracowali nad własnymi projektami - indywidualnymi i zespołowymi - które sami wybierali. Formalności związane z nauką czy nauczaniem zredukowano do minimum: jedynym zadaniem uzgodnionym jako obowiązkowe było prowadzenie „dzienniczków”, w których klubowicze zapisywali swoje przemyślenia i odnotowywali postępy w nauce.
Na koniec roku szkolnego odbyło się podsumowanie działań klubu i wtedy uczestnicy zaprezentowali szerszej publiczności (rodzicom, nauczycielom, mieszkańcom) swoje projekty. Były wśród nich: strona WWW o pogodzie przygotowana dla dzieci, internetowa prognoza pogody dla szkoły, filmy instruktażowe dla mieszkańców, prace artystyczne (komiksy), nagrania wideo „pogodynek”, urządzenie do pomiaru deszczu i wydrukowany w 3D prototyp schronu przed burzą dla właścicieli domowych zwierząt.
Więcej informacji o projektach klubu znajduje się na tej stronie.
Realizatorzy badania wykorzystali różne źródła danych: dzienniczki klubowiczów, filmy dokumentujące ich działania, ankiety i wywiady, obserwację. Wnioski z badań są następujące:
1. W jaki sposób użytkownicy makerspace zdobywają wiedzę i umiejętności?
Członkowie klubu uczyli się na 3 sposoby:
2. Czego konkretnie się uczą?
Umiejętności, które zdobyli klubowicze z Norman, wymieniane są jako kluczowe i niezbędne, by móc osiągać sukcesy w życiu zawodowym, osobistym i społecznym w XXI wieku. Badacze nawiązali do amerykańskiego projektu P21 – Partnership for 21st Century Learning, w ramach którego powstała wizja kształcenia młodzieży, odpowiadająca wyzwaniom współczesnego świata - wiedza i umiejętności, jakie zdobyli w makerspace członkowie klubu należały to wszystkich czterech kategorii wymienionych w tej wizji:
3. Jakie napotykają wyzwania?
Uczniowie wymieniali następujące problemy i przeszkody w nauce:
Nauczyciele, natomiast, zwrócili uwagę na trudności, jakie uczniowie mieli z formułowaniem wniosków i w ogóle z wypowiadaniem się na piśmie – znacznie łatwiej przychodziło im ustne odpowiadanie na pytania podczas wywiadów. Aby ułatwić klubowiczom samoocenę i refleksję na temat ich postępów, dano im wybór formy "dziennika": mógł to być także blog, rysunki czy wypowiedź przed kamerą.
4. Jakie są ich potrzeby edukacyjne?
Uczniowie odpowiadali na pytania między innymi o to, co podobało im się w makerspace, a co chcieliby zmienić. Pozytywnie oceniali nieformalny charakter nauki i to, że mieli wpływ na organizację i przebieg zajęć w klubie. Podobało im sie wyposażenie (sprzęt, zasoby, technologie), kontakty towarzyskie, wycieczki i przekąski. Zauważali, że mieli zbyt mało czasu na realizację projektów, a zawężenie tematyki przewodniej klubu (meteorologia) postrzegali jako ograniczające.
5. Jakie wyzwania napotykają nauczyciele (lub inni edukatorzy prowadzący makerspace)?
Wyzwaniem dla nauczycieli była facylitacja procesu uczenia się w formule makerspace. Przyzwyczajeni do reguł panujących w szkole postrzegali taki proces jako zbyt chaotyczny. Atmosfera w klubie na ogół była luźna i nie wyglądało na to, że ktokolwiek czegokolwiek się uczy, co było dla nauczycieli nieco frustrujące. Zgodnie z przyjętym zasadami nie pomagali i nie reagowali w przypadku napotykanych problemów pozwalając, by uczniowie samodzielnie znajdywali ich rozwiązania (z wyjątkiem sytuacji, w których klubowicze sami zwracali się do nich z pytaniami jako do ekspertów). Nie było dla nich jasne, czy taka postawa jest zawsze właściwa, czy czasem nie powinni jednak interweniować. Podobnie jak klubowicze, również nauczyciele uważali, że na realizację projektów było zbyt mało czasu, czego efektem było zaniedbanie niektórych umiejętności (np. wypowiedzi pisemnych). Jednak już po publicznej prezentacji projektów nauczyciele przyznawali, że byli pod dużym wrażeniem zarówno samych projektów, jak i wiedzy oraz umiejętności, które uczniowie zdobyli w klubie.
Ponadto badania wykazały, że członkowie klubu nie tylko poszerzyli swoją wiedzę na konkretne tematy i nauczyli się wielu praktycznych rzeczy, ale też dowiedzieli się więcej o samym procesie uczenia się, odkryli własne style uczenia się, a także stali się bardziej pewni siebie prezentując publicznie swoje osiągnięcia.
Trend jest stosunkowo nowy, nie ma więc jeszcze zbyt wielu badań, które potwierdzałyby korzyści z uczenia się (bądź uczenia innych) w miejscach prowadzonych według takiej formuły. Jest to też dość złożone zjawisko: istnieje wiele form organizacyjnych, typów działalności, rodzajów wyposażenia, obszarów tematycznych, instytucji i organizacji prowadzących makerspace. Byłoby więc dużym wyzwaniem zorganizowanie i przeprowadzenie badania opisującego ten nurt jako pewną jednoznacznie rozumianą całość. Jest nawet kłopot z nazwaniem tej całości, przynajmniej w języku polskim :). Brakuje nam zgrabnego i niebudzącego wątpliwości terminu, którego można by używać analogicznie do angielskiego „makerpace” (stosowanego powszechnie, mimo że miejsca, o których mowa, to nie zawsze i nie tylko dosłownie rozumiane „makerspace”).
W rozeznaniu się, jak to może działać i jakie korzyści edukacyjne przynosić, mogą nam pomóc badania realizowane lokalnie w konkretnych miejscach. Przykład znajdziemy w tekście pt. Are They Really Learning? A Case Study of a School Library Makerspace. Artykuł został poświęcony badaniom przeprowadzonym jesienią 2014 roku w bibliotece szkolnej w miejscowości Norman, w stanie Oklahoma (USA). Badacze postawili sobie następujące pytania:
- W jaki sposób użytkownicy makerspace zdobywają wiedzę i umiejętności?
- Czego konkretnie się uczą?
- Jakie napotykają wyzwania?
- Jakie są ich potrzeby edukacyjne?
- Jakie wyzwania napotykają nauczyciele (lub inni edukatorzy prowadzący makerspace)?
Formułę "makerspace" zastosowano w bibliotece szkolnej w Norman organizując klub dla uczniów zainteresowanych meteorologią i klimatem. Miejsce wyposażono w sprzęt i programy do tworzenia i edycji grafiki, filmów i muzyki, specjalistyczne oprogramowanie (m.in. do projektowania w 3D) oraz drukarkę 3D. Meteorologia to ważna dziedzina w Oklahomie – stanie często nawiedzanym przez tornada. Jest przedmiotem badań na tamtejszym uniwersytecie, zajmują się nim też miejscowe instytucje i organizacje. Klub powstał przy wsparciu finansowym organizacji Institute of Museum and Library Services, we współpracy z Uniwersytetem Stanu Oklahoma i stanową instytucją badawczą Oklahoma Climatological Survey.
W przeciwieństwie do większości bibliotecznych "makerspace’ów", mających raczej otwarty charakter, do klubu w Norman należało się formalnie zgłosić i otrzymać rekomendację nauczycieli (przyjęto 19 uczniów, w tym 10 chłopców i 9 dziewcząt). Opiekunami i mentorami klubowiczów zostali nauczyciele, bibliotekarze i badacze z Uniwersytetu Stanu Oklahoma. Organizacja i działalność makerspace były więc nieco bardziej sformalizowane niż zazwyczaj w przypadku tego typu miejsc (choć dzięki temu przeprowadzenie badań mogło być łatwiejsze), niemniej jednak uczniowie byli od początku zaangażowani w proces przygotowywania klubu, mieli wpływ na formę i tematykę zajęć oraz na ich przebieg.
Członkowie klubu spotykali się po szkole raz w tygodniu przez trzy miesiące. Brali udział w dwugodzinnych zajęciach, podczas których uczyli się modelowania i druku 3D, projektowania grafiki, tworzenia i edycji filmów i muzyki. Odwiedzali miejscowe instytucje i organizacje zajmujące się meteorologią i pracowali nad własnymi projektami - indywidualnymi i zespołowymi - które sami wybierali. Formalności związane z nauką czy nauczaniem zredukowano do minimum: jedynym zadaniem uzgodnionym jako obowiązkowe było prowadzenie „dzienniczków”, w których klubowicze zapisywali swoje przemyślenia i odnotowywali postępy w nauce.
Na koniec roku szkolnego odbyło się podsumowanie działań klubu i wtedy uczestnicy zaprezentowali szerszej publiczności (rodzicom, nauczycielom, mieszkańcom) swoje projekty. Były wśród nich: strona WWW o pogodzie przygotowana dla dzieci, internetowa prognoza pogody dla szkoły, filmy instruktażowe dla mieszkańców, prace artystyczne (komiksy), nagrania wideo „pogodynek”, urządzenie do pomiaru deszczu i wydrukowany w 3D prototyp schronu przed burzą dla właścicieli domowych zwierząt.
Więcej informacji o projektach klubu znajduje się na tej stronie.
Realizatorzy badania wykorzystali różne źródła danych: dzienniczki klubowiczów, filmy dokumentujące ich działania, ankiety i wywiady, obserwację. Wnioski z badań są następujące:
1. W jaki sposób użytkownicy makerspace zdobywają wiedzę i umiejętności?
Członkowie klubu uczyli się na 3 sposoby:
- poprzez działanie (realizację własnych, praktycznych i twórczych projektów, metodę prób i błędów, wielokrotne powtarzanie aż do skutku),
- poprzez samodzielne poszukiwanie informacji (korzystanie z dostępnych w Internecie poradników, samouczków, filmów instruktażowych dotyczących obsługi konkretnego programu czy urządzenia, źródeł informacji specjalistycznych i naukowych, samodzielne sprawdzanie rzetelności i prawdziwości informacji)
- od siebie nawzajem i w zespole (obecni na zajęciach nauczyciele występowali w roli ekspertów, służyli wiedzą, lecz nie instruowali, co należy robić).
2. Czego konkretnie się uczą?
Umiejętności, które zdobyli klubowicze z Norman, wymieniane są jako kluczowe i niezbędne, by móc osiągać sukcesy w życiu zawodowym, osobistym i społecznym w XXI wieku. Badacze nawiązali do amerykańskiego projektu P21 – Partnership for 21st Century Learning, w ramach którego powstała wizja kształcenia młodzieży, odpowiadająca wyzwaniom współczesnego świata - wiedza i umiejętności, jakie zdobyli w makerspace członkowie klubu należały to wszystkich czterech kategorii wymienionych w tej wizji:
- umiejętności przydatne w życiu zawodowym i osobistym: stawianie celów, inicjowanie i realizacja projektów, monitorowanie postępów, samoocena, współpraca w zespole, współdziałanie z osobami pochodzącymi z innych środowisk, mających inny styl pracy i uczenia się, elastyczność, przystosowanie się do zmiennych warunków, zarządzanie projektami i prezentacja ich efektów projektów,
- kreatywność, krytyczne myślenie, innowacyjne podejście: projekty zrealizowane przez członków klubu powstały w odpowiedzi na potrzeby społeczności i przynajmniej część z nich może pomóc pokonać trudności, jakich doświadcza ta społeczność,
- umiejętności technologiczne i medialne: posługiwanie się konkretnymi narzędziami i usługami, wyszukiwanie informacji, ich selekcja, ocena i wykorzystanie,
- kluczowe dziedziny: dziedziną, którą przede wszystkim zajmowali się klubowicze, była meteorologia, lecz niejako przy okazji zdobywali wiedzę także z zakresu nauk określanych akronimem STEM (nauki przyrodnicze, technologia, inżynieria, matematyka), a także odkrywali, jakie znaczenie mają te dziedziny w codziennym życiu i problemach społeczności.
3. Jakie napotykają wyzwania?
Uczniowie wymieniali następujące problemy i przeszkody w nauce:
- kłopoty techniczne (błędy, usterki, niedziałające programy itp.),
- oprogramowanie nieprzyjazne dla użytkowników, trudne w obsłudze,
- trudności ze znalezieniem konkretnych informacji lub ustaleniem ich prawdziwości (np. gdy różne dostępne dane były ze sobą sprzeczne), konieczność samodzielnej weryfikacji danych, ich oceny i wyboru,
- problem z wymyśleniem lub wyborem własnego projektu.
Nauczyciele, natomiast, zwrócili uwagę na trudności, jakie uczniowie mieli z formułowaniem wniosków i w ogóle z wypowiadaniem się na piśmie – znacznie łatwiej przychodziło im ustne odpowiadanie na pytania podczas wywiadów. Aby ułatwić klubowiczom samoocenę i refleksję na temat ich postępów, dano im wybór formy "dziennika": mógł to być także blog, rysunki czy wypowiedź przed kamerą.
4. Jakie są ich potrzeby edukacyjne?
Uczniowie odpowiadali na pytania między innymi o to, co podobało im się w makerspace, a co chcieliby zmienić. Pozytywnie oceniali nieformalny charakter nauki i to, że mieli wpływ na organizację i przebieg zajęć w klubie. Podobało im sie wyposażenie (sprzęt, zasoby, technologie), kontakty towarzyskie, wycieczki i przekąski. Zauważali, że mieli zbyt mało czasu na realizację projektów, a zawężenie tematyki przewodniej klubu (meteorologia) postrzegali jako ograniczające.
5. Jakie wyzwania napotykają nauczyciele (lub inni edukatorzy prowadzący makerspace)?
Wyzwaniem dla nauczycieli była facylitacja procesu uczenia się w formule makerspace. Przyzwyczajeni do reguł panujących w szkole postrzegali taki proces jako zbyt chaotyczny. Atmosfera w klubie na ogół była luźna i nie wyglądało na to, że ktokolwiek czegokolwiek się uczy, co było dla nauczycieli nieco frustrujące. Zgodnie z przyjętym zasadami nie pomagali i nie reagowali w przypadku napotykanych problemów pozwalając, by uczniowie samodzielnie znajdywali ich rozwiązania (z wyjątkiem sytuacji, w których klubowicze sami zwracali się do nich z pytaniami jako do ekspertów). Nie było dla nich jasne, czy taka postawa jest zawsze właściwa, czy czasem nie powinni jednak interweniować. Podobnie jak klubowicze, również nauczyciele uważali, że na realizację projektów było zbyt mało czasu, czego efektem było zaniedbanie niektórych umiejętności (np. wypowiedzi pisemnych). Jednak już po publicznej prezentacji projektów nauczyciele przyznawali, że byli pod dużym wrażeniem zarówno samych projektów, jak i wiedzy oraz umiejętności, które uczniowie zdobyli w klubie.
Ponadto badania wykazały, że członkowie klubu nie tylko poszerzyli swoją wiedzę na konkretne tematy i nauczyli się wielu praktycznych rzeczy, ale też dowiedzieli się więcej o samym procesie uczenia się, odkryli własne style uczenia się, a także stali się bardziej pewni siebie prezentując publicznie swoje osiągnięcia.
28 cze 2015
Jakie kompetencje powinny posiadać osoby pracujące w bibliotecznych makerspace’ach i media labach? Raport z badań w USA
Publikacja Competencies for Information Professionals in Learning Labs and Makerspaces to raport z badań przeprowadzonych w USA z udziałem pracowników bibliotek i muzeów, w których prowadzone są centra edukacyjne w formie makerspace’ów lub pracowni cyfrowych (ang. „digital media labs”). Popularne w USA centra tego typu, zlokalizowane często w bibliotekach publicznych, umożliwiają mieszkańcom i ich grupom uczenie się (od ekspertów lub od siebie nawzajem), poprzez tworzenie, eksperymentowanie i zabawę, z wykorzystaniem sprzętu (mechanicznego, elektronicznego, cyfrowego) oraz różnorodnych programów i usług.
Badanie polegało na przeprowadzeniu pogłębionych wywiadów z osobami pracującymi w takich centrach. Miało ono za zadanie wykazać, jakiego rodzaju kompetencje i umiejętności są niezbędne w ich pracy, a także w jakim kierunku powinny rozwijać się programy kształcenia pracowników bibliotek i muzeów, by uwzględnić zmiany zachodzące w organizacji, formach pracy, działaniach i potrzebach odbiorców.
Badanych pytano między innymi o:
Na podstawie zebranych danych badacze wyodrębnili 10 kompetencji i umiejętności niezbędnych, by efektywnie i z sukcesami wykonywać pracę w takich miejscach, jak makespace lub cyfrowy media lab, działający w bibliotece lub muzeum. Pięć z nich to kompetencje miękkie, rozumiane jako „połączenie umiejętności, technicznej wiedzy oraz cech osobistych, umożliwiające osiąganie sukcesów w pracy na danym stanowisku”. Do takich kompetencji należą:
Druga grupa kompetencji to już bardziej konkretna wiedza i umiejętności, których łatwiej jest się nauczyć. Należą do nich:
Analizowano też opisane kompetencje w odniesieniu do standardów wypracowanych wcześniej przez amerykańskie stowarzyszenia branżowe, jak ALA i YALSA. Najważniejszym wnioskiem wydaje się coraz bardziej zyskująca na znaczeniu rola bibliotekarza jako edukatora i wiążące się z nią wymagania. Podkreślono, że facylitacja (tak tak, to okropne słowo :) ) jest tą kompetencją, na którą badani zwracali szczególną uwagę, zaś w istniejących standardach w tym znaczeniu (organizowania, moderowania czy ułatwiania odbiorcom procesu uczenia się poprzez twórczość i eksperymentowanie z wykorzystaniem różnych narzędzi technologicznych) ona nie występuje.
Publikacja Competencies for Information Professionals in Learning Labs and Makerspaces dostępna jest do pobrania na stronie:
http://www.academia.edu/11817668/Competencies_for_Information_Professionals_in_Learning_Labs_and_Makerspaces
Zachęcam też do obejrzenia moich zdjęć z bibliotecznych makerspace’ów w Chicago i Phoenix:
Album Innovation Lab and Mini Maker Lab at Chicago Public Library
Album Phoenix Public Library and MACH1 makerspace
Badanie polegało na przeprowadzeniu pogłębionych wywiadów z osobami pracującymi w takich centrach. Miało ono za zadanie wykazać, jakiego rodzaju kompetencje i umiejętności są niezbędne w ich pracy, a także w jakim kierunku powinny rozwijać się programy kształcenia pracowników bibliotek i muzeów, by uwzględnić zmiany zachodzące w organizacji, formach pracy, działaniach i potrzebach odbiorców.
Badanych pytano między innymi o:
- wykształcenie i doświadczenie w pracy bibliotekarza (lub muzealnika);
- zadania i obowiązki na obecnym stanowisku;
- organizację, formy pracy i działalność centrum edukacyjnego;
- odbiorców prowadzonych działań;
- ofertę centrum, która cieszyła się szczególnym zainteresowaniem użytkowników (i dlaczego);
- problemy i wyzwania w codziennej pracy;
- sytuacje, w których potrzebne były umiejętności lub wiedza, jakiej badani nie posiadali;
- sukcesy i osiągnięcia szczególnie satysfakcjonujące dla badanych;
- formalne przygotowanie do zawodu (czy programy nauczania na studiach były adekwatne do obecnych zadań);
- wcześniejsze doświadczenia (zawodowe lub pozazawodowe) pomocne w obecnej pracy;
- cele do osiągnięcia na danym stanowisku oraz kryteria ich oceny;
- ocenę własnego rozwoju zawodowego;
- umiejętności i wiedzę niezbędne w codziennej pracy;
- wyzwania przed jakimi stają ich instytucje;
- najważniejsze umiejętności, jakie trzeba posiadać, by odnosić sukcesy w ich pracy.
Na podstawie zebranych danych badacze wyodrębnili 10 kompetencji i umiejętności niezbędnych, by efektywnie i z sukcesami wykonywać pracę w takich miejscach, jak makespace lub cyfrowy media lab, działający w bibliotece lub muzeum. Pięć z nich to kompetencje miękkie, rozumiane jako „połączenie umiejętności, technicznej wiedzy oraz cech osobistych, umożliwiające osiąganie sukcesów w pracy na danym stanowisku”. Do takich kompetencji należą:
- Umiejętność ciągłego uczenia się (zdolność i skłonność do ciągłego zdobywania i pogłębiania wiedzy, chęć i pozytywne nastawienie do uczenia się nowych rzeczy, często odbiegających od dziedziny bezpośrednio związanej z wykonywanym zawodem, np. projektowanie graficzne czy obsługa drukarek 3D)
- Umiejętność przystosowywania się do zmiennych warunków (elastyczność, zdolność do improwizacji i szybkiego reagowania, gotowość na częste zmiany)
- Zdolność do współpracy (umiejętność współpracowania z innymi ludźmi, instytucjami, organizacjami, społecznościami, wieloma partnerami, budowania partnerstw, realizowania projektów z różnorodnymi podmiotami, „myślenia w kategoriach interdyscyplinarnych”)
- Umiejętności rzecznicze (bycie rzecznikiem swojej organizacji lub programu, identyfikowanie się ze swoją działalnością, docieranie do jak największej grupy odbiorców i potencjalnych fundatorów)
- Umiejętność pracy z różnorodnymi osobami i grupami (znajomość różnych środowisk i grup społecznych oraz ich specyfiki, umiejętność pracy z ludźmi w różnym wieku, z różnym wykształceniem i doświadczeniami, o różnej przynależności kulturowej itp.).
Druga grupa kompetencji to już bardziej konkretna wiedza i umiejętności, których łatwiej jest się nauczyć. Należą do nich:
- Zarządzanie (w różnych aspektach i dziedzinach, m.in. zarządzanie ludźmi, projektami, przestrzenią, informacją)
- Rozwój zasobów (organizacja pracy centrum, przygotowywanie materiałów edukacyjnych oraz programów warsztatów i spotkań)
- Pozyskiwanie funduszy (pisanie wniosków grantowych, zarządzanie grantami)
- Umiejętności technologiczne (ogólne rozeznanie w różnych rodzajach narzędzi technologicznych i umiejętność oceny ich przydatności w danym projekcie, umiejętności posługiwania się różnymi programami i usługami, znajomość zagadnień związanych z bezpieczeństwem użytkowania urządzeń)
- Facylitacja procesu uczenia się (umiejętności edukatora lub mentora, wiedza o tym, jak ludzie się uczą, znajomość różnych sposobów zdobywania wiedzy – tych mniej i bardziej efektywnych, w szczególności wiedza o tym, jak obecnie uczą się ludzie młodzi).
Analizowano też opisane kompetencje w odniesieniu do standardów wypracowanych wcześniej przez amerykańskie stowarzyszenia branżowe, jak ALA i YALSA. Najważniejszym wnioskiem wydaje się coraz bardziej zyskująca na znaczeniu rola bibliotekarza jako edukatora i wiążące się z nią wymagania. Podkreślono, że facylitacja (tak tak, to okropne słowo :) ) jest tą kompetencją, na którą badani zwracali szczególną uwagę, zaś w istniejących standardach w tym znaczeniu (organizowania, moderowania czy ułatwiania odbiorcom procesu uczenia się poprzez twórczość i eksperymentowanie z wykorzystaniem różnych narzędzi technologicznych) ona nie występuje.
Publikacja Competencies for Information Professionals in Learning Labs and Makerspaces dostępna jest do pobrania na stronie:
http://www.academia.edu/11817668/Competencies_for_Information_Professionals_in_Learning_Labs_and_Makerspaces
Zachęcam też do obejrzenia moich zdjęć z bibliotecznych makerspace’ów w Chicago i Phoenix:
Album Innovation Lab and Mini Maker Lab at Chicago Public Library
Album Phoenix Public Library and MACH1 makerspace
15 mar 2015
STEM w bibliotece: 3.14.15, czyli Dzień Liczby Pi
Wczoraj, w sobotę 14 marca obchodzony był Dzień Liczby Pi. Święto zostało ustanowione w 2009 roku przez Kongres Stanów Zjednoczonych, lecz dużo wcześniej, bo w 1988 roku, zaproponował je amerykański fizyk Larry Shaw, który powiązał datę 14 marca (zapisywaną w systemie anglosaskim jako 3/14) z pierwszymi cyframi liczby pi. W roku 2015 zbieżność cyfr w kalendarzu ze „składowymi” pi stała się jeszcze większa, bowiem wczorajsza data, zapisana „po amerykańsku” to 3/14/15, a liczba pi z dokładnością do czwartego miejsca po przecinku to 3,1415. Ponadto 14 marca to także rocznica urodzin Alberta Einsteina, co stanowi dla wszystkich sympatyków STEM (nauk ścisłych i technicznych) dodatkową okazję do świętowania.
Tradycyjnie, z okazji Dnia Liczby Pi, w różnych instytucjach i organizacjach w USA (i nie tylko) 14 marca odbywają się wydarzenia popularyzujące naukę w ogóle, a matematykę i liczbę pi w szczególności. Ze względu na podobną wymowę w języku angielskim słowa „pi” i „pie” („ciasto”, „placek”), częstym zwyczajem jest przeprowadzanie w tym dniu konkursów, w których zadaniem jest np. zjedzenie okolicznościowego ciasta z dekoracjami nawiązującymi tematycznie do liczby pi.
Święto liczby pi to także okazja dla bibliotek, by zareklamować swoje zbiory i usługi. W tym dniu różne biblioteki zapraszają mieszkańców na bezpłatne ciastka i kawę lub pizzę, informują o posiadanych książkach o liczbie pi, organizują konkursy na recytowanie z pamięci jak największej liczby cyfr składających się na pi, polecają zbiory (książki, płyty, filmy), w których tytułach znalazły się kolejne cyfry liczby pi, oferują ciasta wraz z listą książek nawiązujących tematycznie do wczorajszego święta, organizują gry i zabawy dla dzieci, np. poszukiwanie w bibliotece „skarbów liczbowych”, tworzenie własnej maski Alberta Einsteina czy łańcucha cyfr składających się na pi.
Czy święto liczby pi mogłoby trafić – na fali zainteresowania dziedzinami STEM - także do polskich bibliotek? Ze względu na różnice w sposobie zapisywania daty oraz brak lingwistycznych związków z ciastkami mogłoby to być nieco trudniejsze ;). Choć niekoniecznie: Miejska Biblioteka Publiczna w Katowicach właśnie z tej okazji zorganizowała zajęcia dla dzieci pt. „Wierzę w matematykę, a nie w przesądy”.
Obchody Dnia Liczby Pi organizowała też w tym roku jedna z moich ulubionych amerykańskich bibliotek: Chicago Public Library, a konkretnie działający w tej bibliotece makerspace pod nazwą Maker Lab.
W Maker Labie codziennie spotykają się sympatycy dziedzin STEM, makerzy lubiący tworzyć i dzielić się z innymi, a także ludzie, którzy pragną pobawić się i pouczyć. Pobawić, bo można tu na przykład wydrukować sobie na drukarce 3D parę oryginalnych kolczyków lub bransoletek, pouczyć się – bo organizowane regularnie bezpłatne zajęcia dotyczą m.in. kodowania czy modelowania i druku 3D. Opiekunowie Labu zbierają też zapotrzebowanie na nowe, interesujące ludzi tematy zajęć. Uczyć się można też samemu i doświadczalnie – korzystając z dostępnego w Maker Labie sprzętu i strony z licznymi gotowcami.
Zdjęcia: Agnieszka Koszowska
Tradycyjnie, z okazji Dnia Liczby Pi, w różnych instytucjach i organizacjach w USA (i nie tylko) 14 marca odbywają się wydarzenia popularyzujące naukę w ogóle, a matematykę i liczbę pi w szczególności. Ze względu na podobną wymowę w języku angielskim słowa „pi” i „pie” („ciasto”, „placek”), częstym zwyczajem jest przeprowadzanie w tym dniu konkursów, w których zadaniem jest np. zjedzenie okolicznościowego ciasta z dekoracjami nawiązującymi tematycznie do liczby pi.
Święto liczby pi to także okazja dla bibliotek, by zareklamować swoje zbiory i usługi. W tym dniu różne biblioteki zapraszają mieszkańców na bezpłatne ciastka i kawę lub pizzę, informują o posiadanych książkach o liczbie pi, organizują konkursy na recytowanie z pamięci jak największej liczby cyfr składających się na pi, polecają zbiory (książki, płyty, filmy), w których tytułach znalazły się kolejne cyfry liczby pi, oferują ciasta wraz z listą książek nawiązujących tematycznie do wczorajszego święta, organizują gry i zabawy dla dzieci, np. poszukiwanie w bibliotece „skarbów liczbowych”, tworzenie własnej maski Alberta Einsteina czy łańcucha cyfr składających się na pi.
Czy święto liczby pi mogłoby trafić – na fali zainteresowania dziedzinami STEM - także do polskich bibliotek? Ze względu na różnice w sposobie zapisywania daty oraz brak lingwistycznych związków z ciastkami mogłoby to być nieco trudniejsze ;). Choć niekoniecznie: Miejska Biblioteka Publiczna w Katowicach właśnie z tej okazji zorganizowała zajęcia dla dzieci pt. „Wierzę w matematykę, a nie w przesądy”.
Obchody Dnia Liczby Pi organizowała też w tym roku jedna z moich ulubionych amerykańskich bibliotek: Chicago Public Library, a konkretnie działający w tej bibliotece makerspace pod nazwą Maker Lab.
W Maker Labie codziennie spotykają się sympatycy dziedzin STEM, makerzy lubiący tworzyć i dzielić się z innymi, a także ludzie, którzy pragną pobawić się i pouczyć. Pobawić, bo można tu na przykład wydrukować sobie na drukarce 3D parę oryginalnych kolczyków lub bransoletek, pouczyć się – bo organizowane regularnie bezpłatne zajęcia dotyczą m.in. kodowania czy modelowania i druku 3D. Opiekunowie Labu zbierają też zapotrzebowanie na nowe, interesujące ludzi tematy zajęć. Uczyć się można też samemu i doświadczalnie – korzystając z dostępnego w Maker Labie sprzętu i strony z licznymi gotowcami.
Zdjęcia: Agnieszka Koszowska
16 lut 2014
O co chodzi z tymi drukarkami 3D? Makerzy i makerspace w bibliotece
Co jakiś czas pojawiają się nowe pomysły na to, czym może być biblioteka, jakie działania i w jakiej formie mogłaby prowadzić. W ostatnich kilkunastu latach funkcje i sposoby pracy bibliotek zmieniły się tak diametralnie, że trudno byłoby znaleźć inną branżę czy grupę zawodową, która doświadczyłaby zmian na podobną skalę. Co więcej, biorąc pod uwagę różne technologiczne, kulturowe, gospodarcze i społeczne trendy trudno oprzeć się wrażeniu, że to dopiero początek zmian. A możliwości w obszarach kultury, edukacji czy udostępniania informacji, czyli tych, w których na co dzień poruszają się biblioteki, wydają się być nieograniczone.
Od dłuższego czasu śledzę ruch makerów, obserwuję działania bibliotecznych makerspace’ów, niekiedy mam okazję opowiedzenia o tym na różnych branżowych wydarzeniach. Jestem ciekawa, czy, kiedy i w jaki sposób makerzy „zadomowią się” w polskich bibliotekach, a także jakie nowe terminy znajdą się w naszych bibliotecznych słownikach? Makerzy? Mejkerzy? Mejkersi? Tworzyciele? Mejskerstrefa? Czy po prostu „Centrum kreatywności? (pod taką nazwą działania zbliżone do makerspace organizowała w wakacje 2013 roku Miejska Biblioteka Publiczna w Oświęcimiu).
Kim są makerzy?
Makerzy to ludzie, którzy za pomocą różnych narzędzi – zarówno analogowych, jak i cyfrowych – wymyślają, projektują, a następnie wytwarzają fizyczne przedmioty. Szeroko rozumiani makerzy to także majsterkowicze i rękodzielnicy – osoby lubiące zgodnie z zasadą „zrób to sam” samodzielnie rozwiązywać problemy lub tworzyć oryginalne rzeczy według własnych projektów. W tym znaczeniu polscy makerzy mają swoich słynnych prekursorów: Adama Słodowego (autora popularnego niegdyś programu telewizyjnego „Zrób to sam”) i Pomysłowego Dobromira - zaradną postać z dobranocki. Tacy „makerzy” bywają w bibliotekach dość często – odwiedzają je po to, by skorzystać z różnych poradników, wziąć udział w twórczych warsztatach czy zorganizować wystawę własnych dzieł.
W węższym, lecz bardziej powszechnym znaczeniu, słowo „maker” (podobnie jak słowo „haker” w pierwotnym rozumieniu, niemającym nic wspólnego z przestępczością komputerową) odnosi się do kogoś, kto w procesie tworzenia wykorzystuje nowe technologie i narzędzia cyfrowe: sprzęt i programy do skanowania, projektowania 3D, obróbki obrazów, dźwięków i filmów, drukarki 3D, wycinarki laserowe czy różne komputerowo sterowane maszyny (CNC).
O makerach mówi się, że zmieniają świat. Chris Anderson, były redaktor miesięcznika Wired i autor koncepcji „długiego ogona”, w swojej ostatniej książce „Makers. The New Industrial Revolution” opisuje nową rewolucję przemysłową. Zapoczątkowało ją pojawienie się drukarek 3D, a raczej ich rozpowszechnienie się jako urządzeń możliwych do zastosowania w domowych warunkach. Wystarczy mieć pomysł, wiedzę i narzędzia, a można własnym sumptem zaprojektować, a następnie samodzielnie wyprodukować to, co jest nam potrzebne. Na drukarkach 3D już drukuje się na przykład: prototypy nowych urządzeń, części zamienne, przedmioty codziennego użytku, biżuterię i inne ozdoby, dzieła sztuki, żywność, kości ludzkie (i organy), a nawet całe domy. A mówi się, że technologia druku przestrzennego dopiero zaczyna się rozwijać i będzie jeszcze ciekawiej: w styczniu 2014 firma Stratasys zaprezentowała pierwszą drukarkę 3D drukującą obiekty z różnych rodzajów materiałów i w różnych kolorach.
Ponadto, tym co odróżnia nowych makerów od dawnych majsterkowiczów jest przynależność do pokolenia sieci. Tworzą internetowe społeczności, działają globalnie, wymieniają się wiedzą, a swoje projekty udostępniają w sieci do wykorzystania przez inne osoby - tak działa np. serwis Thingiverse zawierający projekty do pobrania, a następnie wyprodukowania na drukarkach 3D i innych urządzeniach, udostępnione przez społeczność na wolnych licencjach.
Globalna społeczność twórczych innowatorów to także nowe możliwości dla przedsiębiorców i nowe biznesowe rozwiązania. Ktoś, kto ma pomysł na oryginalny produkt, lecz nie ma pieniędzy na uruchomienie firmy, może skorzystać z serwisów crowdfundingowych, za pomocą których uzyska środki na sfinansowanie przedsięwzięcia - tak działa amerykański Kickstarter, podobnie polskie Wspieram.to czy Polak potrafi.
No dobrze. Ale co mają z tym wspólnego biblioteki?
Ruchowi makerów (i hakerów) towarzyszy etos otwartości (otwarty dostęp, otwarte licencje, otwarte zasoby wiedzy), bliski także bibliotekom jako demokratycznym instytucjom zapewniającym dostęp do swoich zasobów wszystkim obywatelom. Makerspace’y w bibliotekach masowo powstają w USA - kraju w którym biblioteki, także publiczne, są postrzegane przede wszystkim jako instytucje wspierające edukację i rozwój w szerokim rozumieniu, a nie tylko kulturę czy czytelnictwo. O niedostatkach systemów formalnej edukacji w odniesieniu do potrzeb rynku pracy czy w ogóle funkcjonowania w świecie, który zmienia się znacznie szybciej, niż może się do tego przystosować jakikolwiek większy system, mówi się i pisze na całym świecie. I podkreśla rolę edukacji nieformalnej, uczenia się partycypacyjnie i społecznościowo, rozwijania kreatywności czy umiejętności współpracy w zespole. Makerspace w bibliotece jako laboratorium wiedzy, „trzecie miejsce” dla kreatywnych - takie, w którym uczymy się od siebie w przyjaznym środowisku niekojarzącym się ze szkolnym przymusem i zdobywamy konkretne umiejętności, odpowiada takim właśnie potrzebom.
Ponadto, ruch makerów promuje postawę aktywności w opozycji do biernej konsumpcji – ważna jest samowystarczalność, ekologia, oszczędność oraz mądre i świadome korzystanie z technologii. Tu także blisko do bibliotek, które w krajach dotkniętych recesją zostały odkryte na nowo jako instytucje dające ludziom (nieodpłatnie!) wsparcie, pomoc, możliwości zdobywania nowych umiejętności czy szanse na zmiany.
Makerspace w bibliotekach – szczególne przypadki
Setki miejsc pod nazwą „makerspace”, „creation space”, „media lab” czy „innovation lab” powstało w ostatnich latach w bibliotekach w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, Danii, Holandii czy Australii. Każde z nich jest inne, posiada inne wyposażenie i realizuje inne funkcje. W większości znajdziemy drukarki 3D i zestawy narzędzi do obróbki filmów czy zdjęć. W niektórych – maszyny do szycia i zestawy do budowania robotów Lego Mindstorms, w innych – narzędzia do samodzielnej naprawy rowerów czy składu i wydruku książki, w jeszcze innych – zastawy do animacji poklatkowej, green screen i inne akcesoria dla studia wideo. Z udostępnionych urządzeń można korzystać nieodpłatnie lub za niewielką opłatą, uczyć się samodzielnie lub w grupie bądź uczestniczyć w zorganizowanych zajęciach. Niektóre projekty biblioteczne zasługują na to, by poświęcić im osobne wpisy. Warto też zacytować kilka przykładów z życia społeczności, pokazujących, jakie wartości w życie ludzi mogą dziś wnosić biblioteki i jakie zmiany wprowadzać w ich życiu.
Nastolatek drukuje w bibliotece protezę ręki dla niepełnosprawnego chłopca
9-letni Matthew ma wrodzoną wadę prawej ręki – dłoń pozbawiona jest palców i chłopiec nie może się nią sprawnie posługiwać. Rodzina nie ma pieniędzy na zakup drogiej medycznej protezy, która umożliwiłaby chłopcu normalne funkcjonowanie, lecz okazało się, że amatorski projekt protezy wraz z instruktażem został udostępniony za darmo w serwisie Thingiverse do samodzielnego wydrukowania na drukarce 3D. Matka chłopca sama nie mogłaby sobie poradzić z jej wyprodukowaniem, lecz pomógł syn znajomej - 16-letni Mason, który rozpracował i zmodyfikował projekt, a następnie wydrukował urządzenie na drukarce 3D dostępnej za darmo w bibliotece w Johnson County, w której kilka miesięcy wcześniej powstało makerspace. Matthew jest uszczęśliwiony nową protezą, a prawą ręką uczy się pisać.
Biblioteka jako inkubator dla start-upów? Dlaczego nie?
HexFlex to urządzenie łączące w sobie funkcje śrubokrętu, kluczy imbusowych, noży i otwieraczy do butelek. Przydatne na turystycznych wyprawach, w dodatku ładnie zaprojektowane – w kształcie płatka śniegu. Powstało według pomysłu dwóch przyjaciół - pasjonatów snowboardu, którzy potrzebowali czegoś podobnego na swoich wyjazdach w góry. W Bibliotece Publicznej Sacramento, w której działa makerspace pod nazwą Design Spot, zaprojektowali swój produkt, wydrukowali na drukarce 3D prototyp urządzenia, a następnie przeprowadzili kampanię na serwisie Kickstarter, gdzie pozyskali na produkcję ponad 70 tysięcy dolarów.
A gdzie w tym wszystkim książka i promocja czytelnictwa?
Od drukarki 3D w bibliotece do książki jest dość daleka droga, chyba że wydrukujemy na niej jakieś
biblioteczne lub czytelnicze akcesoria, np. zakładki do książek lub inne promocyjne gadżety. Jednakże… makerspace’y działają obok podstawowej funkcji biblioteki, jaką jest udostępnianie zbiorów i jako kolejny zasób biblioteki doskonale ją uzupełniają. Makerzy to ludzie kreatywni, a umysły kreatywne książek potrzebują. Drukarki 3D przyciągają do bibliotek młodych ludzi – także takich, którzy inaczej by tu nie trafili. Ponadto, w niektórych bibliotecznych makerspace’ach znajdziemy maszyny do… samodzielnego publikowania książek Espresso Book Machine oraz ofertę warsztatów dla przyszłych autorów chcących wydać książkę na zasadach self-publishingu. Taką ofertę ma w swoich zasobach wspomniana już Biblioteka Publiczna w Sacramento, której kolejny makerspace nosi nazwę I Street Lab.
Od dłuższego czasu śledzę ruch makerów, obserwuję działania bibliotecznych makerspace’ów, niekiedy mam okazję opowiedzenia o tym na różnych branżowych wydarzeniach. Jestem ciekawa, czy, kiedy i w jaki sposób makerzy „zadomowią się” w polskich bibliotekach, a także jakie nowe terminy znajdą się w naszych bibliotecznych słownikach? Makerzy? Mejkerzy? Mejkersi? Tworzyciele? Mejskerstrefa? Czy po prostu „Centrum kreatywności? (pod taką nazwą działania zbliżone do makerspace organizowała w wakacje 2013 roku Miejska Biblioteka Publiczna w Oświęcimiu).
Kim są makerzy?
Makerzy to ludzie, którzy za pomocą różnych narzędzi – zarówno analogowych, jak i cyfrowych – wymyślają, projektują, a następnie wytwarzają fizyczne przedmioty. Szeroko rozumiani makerzy to także majsterkowicze i rękodzielnicy – osoby lubiące zgodnie z zasadą „zrób to sam” samodzielnie rozwiązywać problemy lub tworzyć oryginalne rzeczy według własnych projektów. W tym znaczeniu polscy makerzy mają swoich słynnych prekursorów: Adama Słodowego (autora popularnego niegdyś programu telewizyjnego „Zrób to sam”) i Pomysłowego Dobromira - zaradną postać z dobranocki. Tacy „makerzy” bywają w bibliotekach dość często – odwiedzają je po to, by skorzystać z różnych poradników, wziąć udział w twórczych warsztatach czy zorganizować wystawę własnych dzieł.
W węższym, lecz bardziej powszechnym znaczeniu, słowo „maker” (podobnie jak słowo „haker” w pierwotnym rozumieniu, niemającym nic wspólnego z przestępczością komputerową) odnosi się do kogoś, kto w procesie tworzenia wykorzystuje nowe technologie i narzędzia cyfrowe: sprzęt i programy do skanowania, projektowania 3D, obróbki obrazów, dźwięków i filmów, drukarki 3D, wycinarki laserowe czy różne komputerowo sterowane maszyny (CNC).
O makerach mówi się, że zmieniają świat. Chris Anderson, były redaktor miesięcznika Wired i autor koncepcji „długiego ogona”, w swojej ostatniej książce „Makers. The New Industrial Revolution” opisuje nową rewolucję przemysłową. Zapoczątkowało ją pojawienie się drukarek 3D, a raczej ich rozpowszechnienie się jako urządzeń możliwych do zastosowania w domowych warunkach. Wystarczy mieć pomysł, wiedzę i narzędzia, a można własnym sumptem zaprojektować, a następnie samodzielnie wyprodukować to, co jest nam potrzebne. Na drukarkach 3D już drukuje się na przykład: prototypy nowych urządzeń, części zamienne, przedmioty codziennego użytku, biżuterię i inne ozdoby, dzieła sztuki, żywność, kości ludzkie (i organy), a nawet całe domy. A mówi się, że technologia druku przestrzennego dopiero zaczyna się rozwijać i będzie jeszcze ciekawiej: w styczniu 2014 firma Stratasys zaprezentowała pierwszą drukarkę 3D drukującą obiekty z różnych rodzajów materiałów i w różnych kolorach.
Ponadto, tym co odróżnia nowych makerów od dawnych majsterkowiczów jest przynależność do pokolenia sieci. Tworzą internetowe społeczności, działają globalnie, wymieniają się wiedzą, a swoje projekty udostępniają w sieci do wykorzystania przez inne osoby - tak działa np. serwis Thingiverse zawierający projekty do pobrania, a następnie wyprodukowania na drukarkach 3D i innych urządzeniach, udostępnione przez społeczność na wolnych licencjach.
Globalna społeczność twórczych innowatorów to także nowe możliwości dla przedsiębiorców i nowe biznesowe rozwiązania. Ktoś, kto ma pomysł na oryginalny produkt, lecz nie ma pieniędzy na uruchomienie firmy, może skorzystać z serwisów crowdfundingowych, za pomocą których uzyska środki na sfinansowanie przedsięwzięcia - tak działa amerykański Kickstarter, podobnie polskie Wspieram.to czy Polak potrafi.
No dobrze. Ale co mają z tym wspólnego biblioteki?
Ruchowi makerów (i hakerów) towarzyszy etos otwartości (otwarty dostęp, otwarte licencje, otwarte zasoby wiedzy), bliski także bibliotekom jako demokratycznym instytucjom zapewniającym dostęp do swoich zasobów wszystkim obywatelom. Makerspace’y w bibliotekach masowo powstają w USA - kraju w którym biblioteki, także publiczne, są postrzegane przede wszystkim jako instytucje wspierające edukację i rozwój w szerokim rozumieniu, a nie tylko kulturę czy czytelnictwo. O niedostatkach systemów formalnej edukacji w odniesieniu do potrzeb rynku pracy czy w ogóle funkcjonowania w świecie, który zmienia się znacznie szybciej, niż może się do tego przystosować jakikolwiek większy system, mówi się i pisze na całym świecie. I podkreśla rolę edukacji nieformalnej, uczenia się partycypacyjnie i społecznościowo, rozwijania kreatywności czy umiejętności współpracy w zespole. Makerspace w bibliotece jako laboratorium wiedzy, „trzecie miejsce” dla kreatywnych - takie, w którym uczymy się od siebie w przyjaznym środowisku niekojarzącym się ze szkolnym przymusem i zdobywamy konkretne umiejętności, odpowiada takim właśnie potrzebom.
Ponadto, ruch makerów promuje postawę aktywności w opozycji do biernej konsumpcji – ważna jest samowystarczalność, ekologia, oszczędność oraz mądre i świadome korzystanie z technologii. Tu także blisko do bibliotek, które w krajach dotkniętych recesją zostały odkryte na nowo jako instytucje dające ludziom (nieodpłatnie!) wsparcie, pomoc, możliwości zdobywania nowych umiejętności czy szanse na zmiany.
Makerspace w bibliotekach – szczególne przypadki
Setki miejsc pod nazwą „makerspace”, „creation space”, „media lab” czy „innovation lab” powstało w ostatnich latach w bibliotekach w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, Danii, Holandii czy Australii. Każde z nich jest inne, posiada inne wyposażenie i realizuje inne funkcje. W większości znajdziemy drukarki 3D i zestawy narzędzi do obróbki filmów czy zdjęć. W niektórych – maszyny do szycia i zestawy do budowania robotów Lego Mindstorms, w innych – narzędzia do samodzielnej naprawy rowerów czy składu i wydruku książki, w jeszcze innych – zastawy do animacji poklatkowej, green screen i inne akcesoria dla studia wideo. Z udostępnionych urządzeń można korzystać nieodpłatnie lub za niewielką opłatą, uczyć się samodzielnie lub w grupie bądź uczestniczyć w zorganizowanych zajęciach. Niektóre projekty biblioteczne zasługują na to, by poświęcić im osobne wpisy. Warto też zacytować kilka przykładów z życia społeczności, pokazujących, jakie wartości w życie ludzi mogą dziś wnosić biblioteki i jakie zmiany wprowadzać w ich życiu.
Nastolatek drukuje w bibliotece protezę ręki dla niepełnosprawnego chłopca
9-letni Matthew ma wrodzoną wadę prawej ręki – dłoń pozbawiona jest palców i chłopiec nie może się nią sprawnie posługiwać. Rodzina nie ma pieniędzy na zakup drogiej medycznej protezy, która umożliwiłaby chłopcu normalne funkcjonowanie, lecz okazało się, że amatorski projekt protezy wraz z instruktażem został udostępniony za darmo w serwisie Thingiverse do samodzielnego wydrukowania na drukarce 3D. Matka chłopca sama nie mogłaby sobie poradzić z jej wyprodukowaniem, lecz pomógł syn znajomej - 16-letni Mason, który rozpracował i zmodyfikował projekt, a następnie wydrukował urządzenie na drukarce 3D dostępnej za darmo w bibliotece w Johnson County, w której kilka miesięcy wcześniej powstało makerspace. Matthew jest uszczęśliwiony nową protezą, a prawą ręką uczy się pisać.
Biblioteka jako inkubator dla start-upów? Dlaczego nie?
HexFlex to urządzenie łączące w sobie funkcje śrubokrętu, kluczy imbusowych, noży i otwieraczy do butelek. Przydatne na turystycznych wyprawach, w dodatku ładnie zaprojektowane – w kształcie płatka śniegu. Powstało według pomysłu dwóch przyjaciół - pasjonatów snowboardu, którzy potrzebowali czegoś podobnego na swoich wyjazdach w góry. W Bibliotece Publicznej Sacramento, w której działa makerspace pod nazwą Design Spot, zaprojektowali swój produkt, wydrukowali na drukarce 3D prototyp urządzenia, a następnie przeprowadzili kampanię na serwisie Kickstarter, gdzie pozyskali na produkcję ponad 70 tysięcy dolarów.
A gdzie w tym wszystkim książka i promocja czytelnictwa?
Od drukarki 3D w bibliotece do książki jest dość daleka droga, chyba że wydrukujemy na niej jakieś
biblioteczne lub czytelnicze akcesoria, np. zakładki do książek lub inne promocyjne gadżety. Jednakże… makerspace’y działają obok podstawowej funkcji biblioteki, jaką jest udostępnianie zbiorów i jako kolejny zasób biblioteki doskonale ją uzupełniają. Makerzy to ludzie kreatywni, a umysły kreatywne książek potrzebują. Drukarki 3D przyciągają do bibliotek młodych ludzi – także takich, którzy inaczej by tu nie trafili. Ponadto, w niektórych bibliotecznych makerspace’ach znajdziemy maszyny do… samodzielnego publikowania książek Espresso Book Machine oraz ofertę warsztatów dla przyszłych autorów chcących wydać książkę na zasadach self-publishingu. Taką ofertę ma w swoich zasobach wspomniana już Biblioteka Publiczna w Sacramento, której kolejny makerspace nosi nazwę I Street Lab.
Espresso Book Machine. Fot. Waag Society, źródło: Flickr, na lic. Creative Commons CC BY 2.0
Zobacz też:
Agnieszka Koszowska: Bibliohakerzy. Hackerspace (i makerspace) w każdej bibliotece – prezentacja z IV ogólnopolskiego kongresu bibliotek publicznych „Biblioteka pełna ludzi”, 21-22 października 2013 r.
Agnieszka Koszowska: Majsterkowanie 2.0 w bibliotece – prezentacja z 8. Forum Młodych Bibliotekarzy w Olsztynie, 12-13 września 2013 r.
Ewa Rozkosz: Makerspace w bibliotekach publicznych – prezentacja z 4. Konferencji Regionalnej Programu Rozwoju Bibliotek w Wojewódzkiej Bibliotece Publicznej w Krakowie, 12 grudnia 2013
O bibliotekach w Stanach Zjednoczonych, ich doświadczeniach, projektach i wyzwaniach – rozmowa z Sarah Houghton
23 paź 2007
Bibliotekarz hybrydowy
18 października br. odbyło się w Będzinie III Forum Bibliotekarzy Samorządowych Powiatu Będzińskiego, zorganizowane przez Miejską i Powiatową Bibliotekę Publiczną w Będzinie pod hasłem „Osobowość i etyka zawodowa bibliotekarza we współczesnym świecie”. Gospodarze spotkania zwrócili się do mnie do prośbą o przygotowanie wystąpienia na temat zawodu bibliotekarza w XXI wieku: cech, umiejętności, osobowości, obrazu, perspektyw i wyzwań. Prośba ta zainspirowała mnie do lektury i wielu przemyśleń. Pisząc o funkcjach, zadaniach i organizacji współczesnej biblioteki, nowych technologicznych rozwiązaniach i koncepcjach Biblioteki 2.0 chyba nie do końca dostrzegamy w tym wszystkim rolę i miejsce bibliotekarza. Większość osób wypowiadających się czy piszących o roli bibliotek we współczesnym świecie zgadza się, że biblioteka XXI wieku jest biblioteką hybrydową - pełni tradycyjne funkcje skarbnicy wiedzy, ale też nowe zadania: centrum kulturalnego, ośrodka edukacyjnego, miejsca spotkań społeczności lokalnej, instytucji usługowej, węzła sieci (w przypadku projektów katalogów centralnych i rozproszonych oraz bibliotek cyfrowych), a także przestrzeni w świecie wirtualnym (wyspy w Second Life).
Wydaje się więc zasadne, by zacząć się posługiwać pojęciem bibliotekarza hybrydowego i zastanowić się, jakie cechy i umiejętności powinien posiadać taki bibliotekarz, by móc sprostać potrzebom, oczekiwaniom i wyzwaniom współczesnego świata.
Zobaczmy, czego oczekują od bibliotek użytkownicy (uwzględniam także takich, którzy aktywnymi użytkownikami nie są, ale potencjalnie mogliby nimi być):
- wiarygodnej, prawdziwej, sprawdzonej i rzetelnie opracowanej informacji, przesłanej szybko i sprawnie, najlepiej drogą elektroniczną;
- atrakcyjnej oferty kulturalnej i edukacyjnej (darmowych lekcji języków obcych, warsztatów rozwijających umiejętności i zainteresowania, zajęć przygotowujących do egzaminów, ciekawych koncertów, spotkań ze znanymi osobami);
- produktów i usług wysokiej jakości;
- dobrej organizacji, długich godzin otwarcia, sprawnej, miłej i kompetentnej obsługi;
- dostępu do sieci, automatyzacji usług, szybkiej i sprawnej obsługi za pośrednictwem Internetu (e-mail, formularze, czat, zautomatyzowane katalogi i bazy danych, biblioteki cyfrowe bez ograniczeń);
- miejsca (rzeczywistego i wirtualnego), w którym można się spotkać i miło spędzić czas.
Czytelnik bywa częściej nazywany użytkownikiem (bo już nie tylko czyta, lecz także ogląda, słucha albo klika korzystając z interaktywnych multimediów), a czasem nawet klientem, tzn. użytkownikiem instytucji usługowej. Pojęcie klienta, choć często krytykowane w branżowej prasie, wydaje się jednak istotne, gdyż podkreśla usytuowanie bibliotek na wolnym rynku w warunkach konkurencji. A konkurencja jest duża i bardzo zróżnicowana. Należy do niej przede wszystkim Internet i wszystkie usługi, które wokół niego powstają (zamiast czytać lektury, można ściągnąć opracowanie z sieci, zamiast iść do biblioteki na wystawę czy imprezę, można pogadać na czacie lub nawiązać nowe znajomości w MySpace, zamiast zobaczyć w bibliotece pokaz filmu, można obejrzeć wideoklip w YouTube, itd.). Konkurencją jest także telewizja, zwłaszcza odkąd stała się interaktywna. Konkurencją są multimedia, szczególnie gry komputerowe, które czasem z powodzeniem zastępują dobrą literaturę – opowiadają ciekawą historię, a na dodatek pozwalają w niej uczestniczyć. Konkurencją są profesjonalni usługodawcy: firmy infobrokerskie, zajmujące się komercyjnym wyszukiwaniem i dostarczaniem informacji, a także inne instytucje kultury lub agencje artystyczne organizujące koncerty (coraz częściej darmowe). Konkurencją jest kino – nie tylko atrakcyjne multipleksy, lecz także coraz bardziej popularne kino domowe. Wreszcie kolejnym graczem stają się hipermarkety, które przyciągają klientów „na kulturę” – organizują wystawy, koncerty, reklamują się jako miejsca spotkań i przyjemnego spędzania wolnego czasu.
Z taką konkurencją wygrać nie można. Być może zatem biblioteki staną przed wyborem: zamknąć kolejną filię czy przenieść ją do hipermarketu (w niektórych krajach azjatyckich już są takie biblioteki), przeorganizować ją na salę kinową czy „miejsce wirtualnych spotkań w MySpace”. Jeśli wygrać nie można, trzeba się jakoś ułożyć.
Podejście proklienckie (w przypadku bibliotek częściej nazywane „zorientowaniem na czytelnika” lub „koncentracją na czytelniku”) wymaga uwzględnienia przez bibliotekarzy czynników, mechanizmów i pojęć kojarzonych głównie z biznesem (takich jak satysfakcja klienta, lojalność, zarządzanie relacjami, dostarczanie wartości). Warto także uzmysłowić sobie, że jakość obsługi ma dla klienta wartość wyższą niż jakość produktu, i że nawet 65-85% zadowolonych klientów może odejść do konkurencji. Przyjmuje się, że klient zadowolony opowiada o swoim zadowoleniu 3 innym osobom, a rozczarowany mówi o swoim rozczarowaniu 10 innym. W dobie Web 2.0 należałoby to założenie nieco zweryfikować: rozczarowany opisze nas na blogu lub na forum, gdzie przeczytają o tym setki innych ludzi :)
Kim zatem bywa bibliotekarz hybrydowy i czym się zajmuje? Z całą pewnością zachował swoje tradycyjne funkcje: gromadzenie, opracowanie, udostępnianie zbiorów (tyle że tych zbiorów i ich rodzajów zdecydowanie przybyło). Chroni dziedzictwo kulturowe swojego kraju i regionu, poddaje konserwacji, zabezpiecza przed zniszczeniem. Świadczy usługi (kseruje, skanuje, kopiuje, sporządza zestawienia tematyczne), organizuje różnorodne wydarzenia kulturalne (także sposoby spędzania wolnego czasu), prowadzi zajęcia edukacyjne – uczy, szkoli, często wychowuje. Bywa psychologiem, a nawet profesjonalnym terapeutą (biblioterapeutą), promuje regionalną kulturę, upowszechnia wiedzę o niej, a swoimi działaniami inspiruje kolejnych twórców i odbiorców. Jest także menedżerem – zarządza personelem, informacją i sobą (by jak najlepiej spełnić swoje zadania). Wreszcie buduje relacje – z klientem, współpracownikami, partnerami, sponsorami, organizacjami i (ogólnie) otoczeniem.
Bibliotekarz coraz częściej bywa określany jako „specjalista informacji”, „profesjonalista informacji”, czy „menedżer informacji” – takie nazwy funkcjonują w języku angielskim. Od „profesjonalisty informacji” niedaleko już do „infobrokera”, czyli kogoś, kto zawodowo zajmuje się wyszukiwaniem, opracowywaniem i dostarczaniem informacji na zlecenie klienta. „Bibliotekarz czy infobroker?” – będzie więc dylematem dla użytkownika (indywidualnego, a także firmowego), który potrzebuje wiarygodnej, sprawdzonej, opracowanej i kompletnej informacji (zwłaszcza biznesowej czy ogólnie gospodarczej).
„Bibliotekarka czy wyszukiwarka?” – to znakomite hasło wymyślone przez pracowników Biblioteki Uniwersytetu Rzeszowskiego trafnie opisuje problem współczesnego czytelnika, pragnącego w możliwie najdogodniejszy dla siebie sposób dotrzeć do informacji. Coraz częściej wybiera Internet: „ po co mam przychodzić do biblioteki po lekturę, skoro w sieci znajdę jej streszczenie, czy nawet gotowe opracowanie?”, „po co brać udział w spotkaniu autorskim, skoro mogę na czacie pogadać ze znanym aktorem?”, „dlaczego mam w ogóle w bibliotece szukać informacji, skoro w Internecie znajdę bardziej aktualną i nie muszę w tym celu wychodzić z domu?”... itd. Rolą hybrydowego bibliotekarza, który w swojej pracy także wykorzystuje Internet, powinno więc być zaproponowanie użytkownikowi różnych źródeł informacji wraz z instruktażem o plusach i minusach każdego z nich. Ktoś kto nie lubi tracić czasu na bezowocne szperanie w sieci, z pewnością doceni fachową pomoc na temat wyszukiwania informacji oraz sposobów oceny jej wiarygodności. Już sama informacja o tym, że wiele materiałów w sieci jest po prostu nieprawdziwych lub zawierających błędne dane (wraz ze stosownymi przykładami) pewnie otworzyłaby oczy wielu osobom bezgranicznie ufającym Internetowi jako miejscu „gdzie można znaleźć wszystko”.
Jakimi zatem cechami i umiejętnościami dysponuje współczesny bibliotekarz hybrydowy? Wydaje się, że powinien:
- mieć wszechstronną wiedzę, znać się powierzchownie na wszystkim, umieć dokonać selekcji i oceny informacji, jej analizy i (lub) syntezy;
- znakomicie posługiwać się komputerem, obsługiwać najpopularniejsze programy, sprawnie poruszać się po Internecie, być na czasie, znać technologiczne nowinki;
- umieć dogadywać się, pracować w zespole, współdziałać, wspólnie realizować różnorodne projekty;
- być elastycznym, posiadać zdolność przystosowywania się, umieć przestawić się z dnia na dzień z jednego rodzaju pracy na inny;
- mieć zdolności interpersonalne (łatwo nawiązywać kontakty, potrafić się komunikować, negocjować, budować relacje ze współpracownikami, użytkownikami, partnerami, sponsorami, otoczeniem);
- być kreatywnym, mieć fantazję (przy okazji przeglądania bibliotecznych wideoklipów dostępnych w TouTube przyszło mi na myśl, ze powinien być także dobrym filmowcem :) );
- być asertywnym (umieć wyrażać swoje prawa i potrzeby, stanowczo mówić „nie”, gdy ktoś naruszy te prawa);
- mieć wysokie poczucie wartości, umieć się promować, mówić dobrze o swoich umiejętnościach i dokonaniach;
- być konsekwentnym i zdeterminowanym, stawiać sobie ambitne cele i śmiało je realizować;
- zrozumieć użytkownika i jego potrzeby (empatia);
- („last but not least”!) znać języki obce - praca bibliotekarza w coraz większym stopniu ma zasięg globalny.
Na zakończenie kilka refleksji na temat przyszłości zawodu bibliotekarza. Być może kiedyś bibliotekarzy zastąpią infomaty lub inne samoobsługowe maszyny, które już można spotkać w niektórych amerykańskich i azjatyckich bibliotekach. Bibliotekarz przyszłości może być także holograficzną projekcją, podobnie jak jedna z postaci występujących w filmie Simona Wellsa Wehikuł czasu.

Być może rolę bibliotekarza będzie kiedyś pełnić agent – specjalny program, który na życzenie wyszuka informacje w semantycznej sieci. Jak pokazuje już dziś przykład bibliotek funkcjonujących w świecie wirtualnym Second Life, bibliotekarz może z powodzeniem wykonywać swoją pracę pod postacią awatara – udzielać informacji i oferować różnorodne usługi innym awatarom (wirtualnym reprezentacjom rzeczywistych użytkowników).
Wydaje się, że bibliotekarzy w przyszłości nie zabraknie, choć mogą się nazywać i wyglądać nieco inaczej niż dziś.
Wydaje się więc zasadne, by zacząć się posługiwać pojęciem bibliotekarza hybrydowego i zastanowić się, jakie cechy i umiejętności powinien posiadać taki bibliotekarz, by móc sprostać potrzebom, oczekiwaniom i wyzwaniom współczesnego świata.
Zobaczmy, czego oczekują od bibliotek użytkownicy (uwzględniam także takich, którzy aktywnymi użytkownikami nie są, ale potencjalnie mogliby nimi być):
- wiarygodnej, prawdziwej, sprawdzonej i rzetelnie opracowanej informacji, przesłanej szybko i sprawnie, najlepiej drogą elektroniczną;
- atrakcyjnej oferty kulturalnej i edukacyjnej (darmowych lekcji języków obcych, warsztatów rozwijających umiejętności i zainteresowania, zajęć przygotowujących do egzaminów, ciekawych koncertów, spotkań ze znanymi osobami);
- produktów i usług wysokiej jakości;
- dobrej organizacji, długich godzin otwarcia, sprawnej, miłej i kompetentnej obsługi;
- dostępu do sieci, automatyzacji usług, szybkiej i sprawnej obsługi za pośrednictwem Internetu (e-mail, formularze, czat, zautomatyzowane katalogi i bazy danych, biblioteki cyfrowe bez ograniczeń);
- miejsca (rzeczywistego i wirtualnego), w którym można się spotkać i miło spędzić czas.
Czytelnik bywa częściej nazywany użytkownikiem (bo już nie tylko czyta, lecz także ogląda, słucha albo klika korzystając z interaktywnych multimediów), a czasem nawet klientem, tzn. użytkownikiem instytucji usługowej. Pojęcie klienta, choć często krytykowane w branżowej prasie, wydaje się jednak istotne, gdyż podkreśla usytuowanie bibliotek na wolnym rynku w warunkach konkurencji. A konkurencja jest duża i bardzo zróżnicowana. Należy do niej przede wszystkim Internet i wszystkie usługi, które wokół niego powstają (zamiast czytać lektury, można ściągnąć opracowanie z sieci, zamiast iść do biblioteki na wystawę czy imprezę, można pogadać na czacie lub nawiązać nowe znajomości w MySpace, zamiast zobaczyć w bibliotece pokaz filmu, można obejrzeć wideoklip w YouTube, itd.). Konkurencją jest także telewizja, zwłaszcza odkąd stała się interaktywna. Konkurencją są multimedia, szczególnie gry komputerowe, które czasem z powodzeniem zastępują dobrą literaturę – opowiadają ciekawą historię, a na dodatek pozwalają w niej uczestniczyć. Konkurencją są profesjonalni usługodawcy: firmy infobrokerskie, zajmujące się komercyjnym wyszukiwaniem i dostarczaniem informacji, a także inne instytucje kultury lub agencje artystyczne organizujące koncerty (coraz częściej darmowe). Konkurencją jest kino – nie tylko atrakcyjne multipleksy, lecz także coraz bardziej popularne kino domowe. Wreszcie kolejnym graczem stają się hipermarkety, które przyciągają klientów „na kulturę” – organizują wystawy, koncerty, reklamują się jako miejsca spotkań i przyjemnego spędzania wolnego czasu.
Z taką konkurencją wygrać nie można. Być może zatem biblioteki staną przed wyborem: zamknąć kolejną filię czy przenieść ją do hipermarketu (w niektórych krajach azjatyckich już są takie biblioteki), przeorganizować ją na salę kinową czy „miejsce wirtualnych spotkań w MySpace”. Jeśli wygrać nie można, trzeba się jakoś ułożyć.
Podejście proklienckie (w przypadku bibliotek częściej nazywane „zorientowaniem na czytelnika” lub „koncentracją na czytelniku”) wymaga uwzględnienia przez bibliotekarzy czynników, mechanizmów i pojęć kojarzonych głównie z biznesem (takich jak satysfakcja klienta, lojalność, zarządzanie relacjami, dostarczanie wartości). Warto także uzmysłowić sobie, że jakość obsługi ma dla klienta wartość wyższą niż jakość produktu, i że nawet 65-85% zadowolonych klientów może odejść do konkurencji. Przyjmuje się, że klient zadowolony opowiada o swoim zadowoleniu 3 innym osobom, a rozczarowany mówi o swoim rozczarowaniu 10 innym. W dobie Web 2.0 należałoby to założenie nieco zweryfikować: rozczarowany opisze nas na blogu lub na forum, gdzie przeczytają o tym setki innych ludzi :)
Kim zatem bywa bibliotekarz hybrydowy i czym się zajmuje? Z całą pewnością zachował swoje tradycyjne funkcje: gromadzenie, opracowanie, udostępnianie zbiorów (tyle że tych zbiorów i ich rodzajów zdecydowanie przybyło). Chroni dziedzictwo kulturowe swojego kraju i regionu, poddaje konserwacji, zabezpiecza przed zniszczeniem. Świadczy usługi (kseruje, skanuje, kopiuje, sporządza zestawienia tematyczne), organizuje różnorodne wydarzenia kulturalne (także sposoby spędzania wolnego czasu), prowadzi zajęcia edukacyjne – uczy, szkoli, często wychowuje. Bywa psychologiem, a nawet profesjonalnym terapeutą (biblioterapeutą), promuje regionalną kulturę, upowszechnia wiedzę o niej, a swoimi działaniami inspiruje kolejnych twórców i odbiorców. Jest także menedżerem – zarządza personelem, informacją i sobą (by jak najlepiej spełnić swoje zadania). Wreszcie buduje relacje – z klientem, współpracownikami, partnerami, sponsorami, organizacjami i (ogólnie) otoczeniem.
Bibliotekarz coraz częściej bywa określany jako „specjalista informacji”, „profesjonalista informacji”, czy „menedżer informacji” – takie nazwy funkcjonują w języku angielskim. Od „profesjonalisty informacji” niedaleko już do „infobrokera”, czyli kogoś, kto zawodowo zajmuje się wyszukiwaniem, opracowywaniem i dostarczaniem informacji na zlecenie klienta. „Bibliotekarz czy infobroker?” – będzie więc dylematem dla użytkownika (indywidualnego, a także firmowego), który potrzebuje wiarygodnej, sprawdzonej, opracowanej i kompletnej informacji (zwłaszcza biznesowej czy ogólnie gospodarczej).
„Bibliotekarka czy wyszukiwarka?” – to znakomite hasło wymyślone przez pracowników Biblioteki Uniwersytetu Rzeszowskiego trafnie opisuje problem współczesnego czytelnika, pragnącego w możliwie najdogodniejszy dla siebie sposób dotrzeć do informacji. Coraz częściej wybiera Internet: „ po co mam przychodzić do biblioteki po lekturę, skoro w sieci znajdę jej streszczenie, czy nawet gotowe opracowanie?”, „po co brać udział w spotkaniu autorskim, skoro mogę na czacie pogadać ze znanym aktorem?”, „dlaczego mam w ogóle w bibliotece szukać informacji, skoro w Internecie znajdę bardziej aktualną i nie muszę w tym celu wychodzić z domu?”... itd. Rolą hybrydowego bibliotekarza, który w swojej pracy także wykorzystuje Internet, powinno więc być zaproponowanie użytkownikowi różnych źródeł informacji wraz z instruktażem o plusach i minusach każdego z nich. Ktoś kto nie lubi tracić czasu na bezowocne szperanie w sieci, z pewnością doceni fachową pomoc na temat wyszukiwania informacji oraz sposobów oceny jej wiarygodności. Już sama informacja o tym, że wiele materiałów w sieci jest po prostu nieprawdziwych lub zawierających błędne dane (wraz ze stosownymi przykładami) pewnie otworzyłaby oczy wielu osobom bezgranicznie ufającym Internetowi jako miejscu „gdzie można znaleźć wszystko”.
Jakimi zatem cechami i umiejętnościami dysponuje współczesny bibliotekarz hybrydowy? Wydaje się, że powinien:
- mieć wszechstronną wiedzę, znać się powierzchownie na wszystkim, umieć dokonać selekcji i oceny informacji, jej analizy i (lub) syntezy;
- znakomicie posługiwać się komputerem, obsługiwać najpopularniejsze programy, sprawnie poruszać się po Internecie, być na czasie, znać technologiczne nowinki;
- umieć dogadywać się, pracować w zespole, współdziałać, wspólnie realizować różnorodne projekty;
- być elastycznym, posiadać zdolność przystosowywania się, umieć przestawić się z dnia na dzień z jednego rodzaju pracy na inny;
- mieć zdolności interpersonalne (łatwo nawiązywać kontakty, potrafić się komunikować, negocjować, budować relacje ze współpracownikami, użytkownikami, partnerami, sponsorami, otoczeniem);
- być kreatywnym, mieć fantazję (przy okazji przeglądania bibliotecznych wideoklipów dostępnych w TouTube przyszło mi na myśl, ze powinien być także dobrym filmowcem :) );
- być asertywnym (umieć wyrażać swoje prawa i potrzeby, stanowczo mówić „nie”, gdy ktoś naruszy te prawa);
- mieć wysokie poczucie wartości, umieć się promować, mówić dobrze o swoich umiejętnościach i dokonaniach;
- być konsekwentnym i zdeterminowanym, stawiać sobie ambitne cele i śmiało je realizować;
- zrozumieć użytkownika i jego potrzeby (empatia);
- („last but not least”!) znać języki obce - praca bibliotekarza w coraz większym stopniu ma zasięg globalny.
Na zakończenie kilka refleksji na temat przyszłości zawodu bibliotekarza. Być może kiedyś bibliotekarzy zastąpią infomaty lub inne samoobsługowe maszyny, które już można spotkać w niektórych amerykańskich i azjatyckich bibliotekach. Bibliotekarz przyszłości może być także holograficzną projekcją, podobnie jak jedna z postaci występujących w filmie Simona Wellsa Wehikuł czasu.
Być może rolę bibliotekarza będzie kiedyś pełnić agent – specjalny program, który na życzenie wyszuka informacje w semantycznej sieci. Jak pokazuje już dziś przykład bibliotek funkcjonujących w świecie wirtualnym Second Life, bibliotekarz może z powodzeniem wykonywać swoją pracę pod postacią awatara – udzielać informacji i oferować różnorodne usługi innym awatarom (wirtualnym reprezentacjom rzeczywistych użytkowników).
Wydaje się, że bibliotekarzy w przyszłości nie zabraknie, choć mogą się nazywać i wyglądać nieco inaczej niż dziś.
14 paź 2007
Sieci społeczne w bibliotekach
Ciekawy tekst ukazał się w blogu Panlibus. Jedna z amerykańskich bibliotek uczelnianych postanowiła ograniczyć studentom możliwość korzystania ze społecznościowego serwisu Facebook, w wyniku czego wykorzystanie bibliotecznych komputerów spadło o 80%. Uważam, że jest to dla bibliotek ważna informacja, gdyż pokazuje, czego użytkownicy (lub znaczna ich część) szukają w bibliotece, do czego chcieliby mieć dostęp, czy po prostu (i brutalnie) - po co właściwie tam przychodzą.
Co ciekawe, chodzi o bibliotekę amerykańską, a biblioteki amerykańskie są znacznie lepiej od naszych wyposażone, dysponują lepszym zapleczem technicznym (i warunkami finansowymi), są więc dobrze przygotowane do realizacji nowoczesnych usług informacyjnych. A jednak.
Czytelnik przychodzi do biblioteki po to, by dostać coś, co jest mu potrzebne, a nie po to, by dowieść, jak wielu ludzi czyta książki. Bywa, oczywiście, że potrzebne mu są książki, lecz niestety coraz rzadziej. Częściej potrzebny mu jest dostęp i konkretna informacja, najlepiej dostarczona zdalnie. Amerykańskim studentom potrzebny był dostęp do sieci, i to głównie do jednego z najpopularniejszych wśród młodzieży społecznościowych serwisów Facebook. W uczelnianym kampusie nie każdy ma dostęp do Internetu, zresztą w wielu domach (nawet w USA) dostępu do sieci jeszcze nie ma lub jest za wolny, lub za dużo osób chce korzystać na raz :)
Serwisy społecznościowe to wynalazek amerykański, więc tam jest najwięcej ich odbiorców. Lecz wszystko w Internecie ma zasięg globalny (Facebook - ponad 42 mln zarejestrowanych użytkowników, MySpace - ok. 15o milionów użytkowników - dane z Wikipedii). W Polsce sieci społeczne są może mniej popularne niż w USA, mamy jednak coraz więcej naszych rodzimych (grono.net, ogniwo.net, Moja Generacja czy GoldenLine), a wiele polskich profili można już znaleźć w anglojęzycznym serwisie MySpace.
Zresztą MySpace wkracza na polski rynek, co może oznaczać zwiększone zainteresowanie czy też odkrycie tego zjawiska przez wielu dotychczas nieświadomych internautów. Wielu z nich z pewnością nie przyjdzie do biblioteki tylko po to, by skorzystać z sieci społecznych, ale na pewno będą i tacy. Jak pokazuje amerykański przykład, lepiej więc nic nie ograniczać. Można by nawet w ramach lekcji bibliotecznych wprowadzić do programu zajęć tematykę serwisów społecznościowych, np. pokazać, jak zakłada się profil, jakie funkcje są dostępne w serwisie i jakie mogą być sposoby ich wykorzystania...
Co ciekawe, chodzi o bibliotekę amerykańską, a biblioteki amerykańskie są znacznie lepiej od naszych wyposażone, dysponują lepszym zapleczem technicznym (i warunkami finansowymi), są więc dobrze przygotowane do realizacji nowoczesnych usług informacyjnych. A jednak.
Czytelnik przychodzi do biblioteki po to, by dostać coś, co jest mu potrzebne, a nie po to, by dowieść, jak wielu ludzi czyta książki. Bywa, oczywiście, że potrzebne mu są książki, lecz niestety coraz rzadziej. Częściej potrzebny mu jest dostęp i konkretna informacja, najlepiej dostarczona zdalnie. Amerykańskim studentom potrzebny był dostęp do sieci, i to głównie do jednego z najpopularniejszych wśród młodzieży społecznościowych serwisów Facebook. W uczelnianym kampusie nie każdy ma dostęp do Internetu, zresztą w wielu domach (nawet w USA) dostępu do sieci jeszcze nie ma lub jest za wolny, lub za dużo osób chce korzystać na raz :)
Serwisy społecznościowe to wynalazek amerykański, więc tam jest najwięcej ich odbiorców. Lecz wszystko w Internecie ma zasięg globalny (Facebook - ponad 42 mln zarejestrowanych użytkowników, MySpace - ok. 15o milionów użytkowników - dane z Wikipedii). W Polsce sieci społeczne są może mniej popularne niż w USA, mamy jednak coraz więcej naszych rodzimych (grono.net, ogniwo.net, Moja Generacja czy GoldenLine), a wiele polskich profili można już znaleźć w anglojęzycznym serwisie MySpace.
Zresztą MySpace wkracza na polski rynek, co może oznaczać zwiększone zainteresowanie czy też odkrycie tego zjawiska przez wielu dotychczas nieświadomych internautów. Wielu z nich z pewnością nie przyjdzie do biblioteki tylko po to, by skorzystać z sieci społecznych, ale na pewno będą i tacy. Jak pokazuje amerykański przykład, lepiej więc nic nie ograniczać. Można by nawet w ramach lekcji bibliotecznych wprowadzić do programu zajęć tematykę serwisów społecznościowych, np. pokazać, jak zakłada się profil, jakie funkcje są dostępne w serwisie i jakie mogą być sposoby ich wykorzystania...
5 sie 2007
Dlaczego bibliotekarze powinni znać nowe narzędzia (20 i 1 powodów)
Przeglądając serwis Library Instruction Wiki znalazłam ciekawy tutorial Biblioteka 2.0 – w 15 minut dziennie. Myślę, że zarówno serwis, jak i tutorial zasługują na to, by poświęcić im odrębne posty, ale – być może przy innej okazji. Dziś postanowiłam przetłumaczyć i skomentować materiał z blogowego posta australijskiej bibliotekarki Kathryn Greenhill, znalezionego dzięki wspomnianemu serwisowi. Blog nosi tytuł Librarians Matter (Bibliotekarze są ważni), który bardzo mnie ujął, choć podejrzewam, że gdybym tu i teraz podobnie zatytułowała swojego bloga, z pewnością naraziłabym się na zarzuty pretensjonalności i megalomanii. Bo czyż bibliotekarz ośmielający się mówić i pisać o ważności swojej profesji we współczesnym świecie, nie jest w naszym kraju traktowany z przymrużeniem oka? :)
Post, który mnie zainteresował to 20 powodów, dla których poznawanie nowych narzędzi powinno należeć do obowiązków każdego bibliotekarza. Wg Autorki, współcześni bibliotekarze powinni przeznaczać co najmniej kilka godzin tygodniowo na uczenie się nowinek technologicznych, mimo iż wiedza ta często nie musi, a nawet nie może, być wykorzystywana w ich codziennej pracy. Powody, dla których pracownik biblioteki powinien przeznaczyć swój cenny czas na poznawanie nowoczesnych narzędzi są następujące:
1.Istota zawodu. Istotą zawodu bibliotekarza jest dostarczanie ludziom informacji. Wciąż pojawiają się nowe i coraz bardziej skutecznie sposoby zdobywania i przekazywania informacji, powinniśmy więc je poznać i dowiedzieć się, na czym one polegają.
2.Wydajność. Wszystkie zadania w pracy bibliotekarza można wykonać łatwiej z pomocą nowoczesnych narzędzi, lecz trzeba umieć się nimi posługiwać.
3.Znajomość różnych typów źródeł. Użytkownicy będą nas pytać o nowoczesne źródła informacji. Czy spełnimy ich potrzeby, jeśli odpowiemy „Niestety, nie znam innych możliwości dotarcia do tej informacji”?.
4.Bycie na bieżąco. Narzędzia stale się zmieniają i ewoluują. To, co na początku wydawało się czystą rozrywką, nagle zyskuje nowe zastosowanie i staje się potężnym źródłem informacji (np. społecznościowy serwis Twitter). Powinniśmy być zawsze na bieżąco, obserwować i starać się zrozumieć.
5.Nasze umiejętności nabierają znaczenia. Tagowanie, tworzenie metadanych, selekcjonowanie informacji, indeksowanie – nowe narzędzia wymagają umiejętności, które my już posiadamy.
6.Eksperymentując uczymy się nowych rzeczy. Gdy pojawił się Windows, ludzie układali pasjansa i w ten sposób – szybko i skutecznie – uczyli się posługiwania myszą. Dziś pozornie pozbawione głębszego znaczenia gry, takie jak Second Life czy Boomshine mogą nam pomóc w opanowaniu nowych sposobów prezentacji treści.
7.Niepotrzebne wydawanie pieniędzy. Jeśli nie znamy narzędzi i usług dostępnych bezpłatnie, producenci bibliotecznych programów będą nam sprzedawać „rozwiązania”, które mogą okazać się zbyt kosztowne i mało elastyczne.
8.Należy być przygotowanym. Narzędzia, z których obecnie korzysta paru entuzjastów, za półtora roku mogą być używane powszechnie.
9.Istotne problemy nabierają nowych znaczeń. Niektóre istotne dla bibliotekarstwa zjawiska czy pojęcia (prawo autorskie, plagiat, edukacja, ochrona prywatności, rozrywka) są przedmiotem wielu internetowych dyskusji, w których my także powinniśmy uczestniczyć.
10.Zarządzanie personelem. Potrzebujemy młodych pracowników, którzy są zaangażowani i błyskotliwi, świetnie sobie radzą z nowymi technologiami i łatwo adaptują się do zmian. By móc właściwie nimi zarządzać i w jak największym stopniu wykorzystać ich umiejętności, sami także powinniśmy dysponować odpowiednią wiedzą.
11.Zabawa. Jeśli środowisko pracy będzie tak zorganizowane, by pracownicy mogli mieć okazję do zabawy i wykazania się kreatywnością, podniesie to ich morale i zwiększy motywację.
12.Jakość usług. Jeśli znamy nowe narzędzia, możemy zaoferować użytkownikom usługi wyższej jakości, z wykorzystaniem preferowanych przez nich form (np. informacja o żądanej pozycji za pomocą sms).
13.Potrafimy powiedzieć informatykom, czego potrzebujemy. Jeśli przerażają nas sieciowe technologie w wersji beta, wyobraźmy sobie, że do naszych obowiązków należy wdrożenie oprogramowania, zabezpieczenie sieci i dostosowanie środowiska pracy. Powinniśmy znać narzędzia, których potrzebujemy (np. programy do prowadzenia bloga), by móc skutecznie porozumieć się z działem informatycznym.
14.Użytkownicy też muszą być na bieżąco. Od użytkowników bibliotek uczelnianych lub specjalistycznych wymaga się znajomości nowoczesnych narzędzi i źródeł informacji z konkretnych dziedzin. By skutecznie im pomagać, my także musimy je znać.
15.Międzynarodowa perspektywa. Sieć zawodowych kontaktów nie musi się ograniczać do jednego kraju. Dzięki nowym narzędziom łatwiej nawiązuje się kontakty i tworzy zawodowe społeczności.
16.Dowiadywanie się, co robią inni. Drukowane publikacje i zawodowe konferencje przestały już być najlepszym sposobem zdobywania informacji o dokonaniach innych bibliotek – ich sukcesach czy porażkach. Z pomocą takich narzędzi jak blogi, wiki czy podcasty, a także agregatorów RSS zdobędziesz nie tylko najświeższe informacje, lecz także możesz o nich porozmawiać z innymi przedstawicielami Twojego zawodu.
17.Pojawiają się nowe standardy. Nowe narzędzia rządzą się innymi prawami niż zasady katalogowania czy Język Haseł Przedmiotowych Biblioteki Kongresu. Najskuteczniejsze narzędzie dla danego zadania zmienia się każdego dnia wraz z potrzebami użytkowników. Musimy nauczyć się elastyczności oraz przystosowywania się, a także tego, jak zarejestrować się w społecznościowym serwisie, skomentować blogowego posta, przetestować darmowe oprogramowanie, czy dostosować dane narzędzie do potrzeb naszej biblioteki.
18.Nie można przewidzieć przyszłości, trzeba więc eksperymentować. Nie mamy kryształowej kuli i nie wiemy, jakich narzędzi będą ludzie powszechnie używać w przyszłości. Powinniśmy więc wypróbować i ocenić jak najwięcej usług, aby przekonać się, które z nich okażą się najlepsze dla naszych użytkowników.
19.Ludzie są nieprzewidywalni. Wielu użytkowników wybiera narzędzia nowo powstałe, nawet jeśli wiedzą o istnieniu lepszych i łatwiejszych w użyciu. Niektórzy bywają kapryśni i nagle zmieniają swoje preferencje. Przykładem tego zjawiska może być masowa rezygnacja z agregatora Bloglines na rzecz Google Readera. Mało popularna dziś nowinka techniczna jutro może okazać się hitem.
20.Lepsza współpraca. Biblioteki funkcjonują w kulturze dzielenia się informacją i pomysłami, a nowe narzędzia temu sprzyjają.
Tyle powodów od Pani Greenhill. Dodam od siebie jeszcze jeden, choć pewnie znalazłoby się ich więcej.
21.Szacunek społeczny. Nawet najlepiej wykształcony bibliotekarz z mózgiem o rozmiarach planety nie cieszy sie w naszym kraju społecznym szacunkiem porównywalnym do tego, jakim cieszą się na przykład prawnicy. Ale bibliotekarz-infobroker biegle znający nowoczesne źródła informacji i potrafiący ocenić ich jakość może znacznie zyskać na prestiżu. Praca prawnika wydaje się mieć z pracą infobrokera wiele wspólnego. Teoretycznie każdy może dotrzeć do potrzebnych mu przepisów prawa (informacji), lecz prawnik (infobroker) wie, jak to zrobić szybko i skutecznie, a także potrafi zinterpretować (opracować, ocenić) wyszukane przepisy (informacje).
Opisane powody wydają się oczywiste, wielokrotnie powtarzane i omawiane. Być może ich zestawienie w jednym miejscu lub tłumaczenie zostanie uznane za niepotrzebny wysiłek lub stratę czasu. Myślę jednak, że ten zbiór w znacznej części wskazuje na bibliotekarskie podejście 2.0. A chyba o to chodzi, by tego typu podejście stawało się w naszym zawodzie coraz bardziej powszechne.
Kathryn Greenhill zakończyła swojego posta krótkim „manifestem”:
- Czy musimy poznać każdy nowy program lub usługę? Nie
- Czy powinniśmy udostępniać nasze zasoby i komunikować sie z naszymi użytkownikami za pośrednictwem wszystkich nowych narzędzi? Nie
- Czy mamy zapomnieć o 80 procentach użytkowników, którzy nie korzystają jeszcze z nowych narzędzi? Nie
- Czy powinniśmy wprowadzać nowe usługi z założeniem, że ludzie nie będą używać nowych narzędzi? Nie
- Czy powinno nas dziwić, że nowe technologie bywają przytłaczające, zawiłe, rozrywkowe, i że wydają się czasem całkowicie nieodpowiednie? Nie
- Czy nadal będziemy mieć pracę, jeśli nie zdołamy się przystosować? Nie
Post, który mnie zainteresował to 20 powodów, dla których poznawanie nowych narzędzi powinno należeć do obowiązków każdego bibliotekarza. Wg Autorki, współcześni bibliotekarze powinni przeznaczać co najmniej kilka godzin tygodniowo na uczenie się nowinek technologicznych, mimo iż wiedza ta często nie musi, a nawet nie może, być wykorzystywana w ich codziennej pracy. Powody, dla których pracownik biblioteki powinien przeznaczyć swój cenny czas na poznawanie nowoczesnych narzędzi są następujące:
1.Istota zawodu. Istotą zawodu bibliotekarza jest dostarczanie ludziom informacji. Wciąż pojawiają się nowe i coraz bardziej skutecznie sposoby zdobywania i przekazywania informacji, powinniśmy więc je poznać i dowiedzieć się, na czym one polegają.
2.Wydajność. Wszystkie zadania w pracy bibliotekarza można wykonać łatwiej z pomocą nowoczesnych narzędzi, lecz trzeba umieć się nimi posługiwać.
3.Znajomość różnych typów źródeł. Użytkownicy będą nas pytać o nowoczesne źródła informacji. Czy spełnimy ich potrzeby, jeśli odpowiemy „Niestety, nie znam innych możliwości dotarcia do tej informacji”?.
4.Bycie na bieżąco. Narzędzia stale się zmieniają i ewoluują. To, co na początku wydawało się czystą rozrywką, nagle zyskuje nowe zastosowanie i staje się potężnym źródłem informacji (np. społecznościowy serwis Twitter). Powinniśmy być zawsze na bieżąco, obserwować i starać się zrozumieć.
5.Nasze umiejętności nabierają znaczenia. Tagowanie, tworzenie metadanych, selekcjonowanie informacji, indeksowanie – nowe narzędzia wymagają umiejętności, które my już posiadamy.
6.Eksperymentując uczymy się nowych rzeczy. Gdy pojawił się Windows, ludzie układali pasjansa i w ten sposób – szybko i skutecznie – uczyli się posługiwania myszą. Dziś pozornie pozbawione głębszego znaczenia gry, takie jak Second Life czy Boomshine mogą nam pomóc w opanowaniu nowych sposobów prezentacji treści.
7.Niepotrzebne wydawanie pieniędzy. Jeśli nie znamy narzędzi i usług dostępnych bezpłatnie, producenci bibliotecznych programów będą nam sprzedawać „rozwiązania”, które mogą okazać się zbyt kosztowne i mało elastyczne.
8.Należy być przygotowanym. Narzędzia, z których obecnie korzysta paru entuzjastów, za półtora roku mogą być używane powszechnie.
9.Istotne problemy nabierają nowych znaczeń. Niektóre istotne dla bibliotekarstwa zjawiska czy pojęcia (prawo autorskie, plagiat, edukacja, ochrona prywatności, rozrywka) są przedmiotem wielu internetowych dyskusji, w których my także powinniśmy uczestniczyć.
10.Zarządzanie personelem. Potrzebujemy młodych pracowników, którzy są zaangażowani i błyskotliwi, świetnie sobie radzą z nowymi technologiami i łatwo adaptują się do zmian. By móc właściwie nimi zarządzać i w jak największym stopniu wykorzystać ich umiejętności, sami także powinniśmy dysponować odpowiednią wiedzą.
11.Zabawa. Jeśli środowisko pracy będzie tak zorganizowane, by pracownicy mogli mieć okazję do zabawy i wykazania się kreatywnością, podniesie to ich morale i zwiększy motywację.
12.Jakość usług. Jeśli znamy nowe narzędzia, możemy zaoferować użytkownikom usługi wyższej jakości, z wykorzystaniem preferowanych przez nich form (np. informacja o żądanej pozycji za pomocą sms).
13.Potrafimy powiedzieć informatykom, czego potrzebujemy. Jeśli przerażają nas sieciowe technologie w wersji beta, wyobraźmy sobie, że do naszych obowiązków należy wdrożenie oprogramowania, zabezpieczenie sieci i dostosowanie środowiska pracy. Powinniśmy znać narzędzia, których potrzebujemy (np. programy do prowadzenia bloga), by móc skutecznie porozumieć się z działem informatycznym.
14.Użytkownicy też muszą być na bieżąco. Od użytkowników bibliotek uczelnianych lub specjalistycznych wymaga się znajomości nowoczesnych narzędzi i źródeł informacji z konkretnych dziedzin. By skutecznie im pomagać, my także musimy je znać.
15.Międzynarodowa perspektywa. Sieć zawodowych kontaktów nie musi się ograniczać do jednego kraju. Dzięki nowym narzędziom łatwiej nawiązuje się kontakty i tworzy zawodowe społeczności.
16.Dowiadywanie się, co robią inni. Drukowane publikacje i zawodowe konferencje przestały już być najlepszym sposobem zdobywania informacji o dokonaniach innych bibliotek – ich sukcesach czy porażkach. Z pomocą takich narzędzi jak blogi, wiki czy podcasty, a także agregatorów RSS zdobędziesz nie tylko najświeższe informacje, lecz także możesz o nich porozmawiać z innymi przedstawicielami Twojego zawodu.
17.Pojawiają się nowe standardy. Nowe narzędzia rządzą się innymi prawami niż zasady katalogowania czy Język Haseł Przedmiotowych Biblioteki Kongresu. Najskuteczniejsze narzędzie dla danego zadania zmienia się każdego dnia wraz z potrzebami użytkowników. Musimy nauczyć się elastyczności oraz przystosowywania się, a także tego, jak zarejestrować się w społecznościowym serwisie, skomentować blogowego posta, przetestować darmowe oprogramowanie, czy dostosować dane narzędzie do potrzeb naszej biblioteki.
18.Nie można przewidzieć przyszłości, trzeba więc eksperymentować. Nie mamy kryształowej kuli i nie wiemy, jakich narzędzi będą ludzie powszechnie używać w przyszłości. Powinniśmy więc wypróbować i ocenić jak najwięcej usług, aby przekonać się, które z nich okażą się najlepsze dla naszych użytkowników.
19.Ludzie są nieprzewidywalni. Wielu użytkowników wybiera narzędzia nowo powstałe, nawet jeśli wiedzą o istnieniu lepszych i łatwiejszych w użyciu. Niektórzy bywają kapryśni i nagle zmieniają swoje preferencje. Przykładem tego zjawiska może być masowa rezygnacja z agregatora Bloglines na rzecz Google Readera. Mało popularna dziś nowinka techniczna jutro może okazać się hitem.
20.Lepsza współpraca. Biblioteki funkcjonują w kulturze dzielenia się informacją i pomysłami, a nowe narzędzia temu sprzyjają.
Tyle powodów od Pani Greenhill. Dodam od siebie jeszcze jeden, choć pewnie znalazłoby się ich więcej.
21.Szacunek społeczny. Nawet najlepiej wykształcony bibliotekarz z mózgiem o rozmiarach planety nie cieszy sie w naszym kraju społecznym szacunkiem porównywalnym do tego, jakim cieszą się na przykład prawnicy. Ale bibliotekarz-infobroker biegle znający nowoczesne źródła informacji i potrafiący ocenić ich jakość może znacznie zyskać na prestiżu. Praca prawnika wydaje się mieć z pracą infobrokera wiele wspólnego. Teoretycznie każdy może dotrzeć do potrzebnych mu przepisów prawa (informacji), lecz prawnik (infobroker) wie, jak to zrobić szybko i skutecznie, a także potrafi zinterpretować (opracować, ocenić) wyszukane przepisy (informacje).
Opisane powody wydają się oczywiste, wielokrotnie powtarzane i omawiane. Być może ich zestawienie w jednym miejscu lub tłumaczenie zostanie uznane za niepotrzebny wysiłek lub stratę czasu. Myślę jednak, że ten zbiór w znacznej części wskazuje na bibliotekarskie podejście 2.0. A chyba o to chodzi, by tego typu podejście stawało się w naszym zawodzie coraz bardziej powszechne.
Kathryn Greenhill zakończyła swojego posta krótkim „manifestem”:
- Czy musimy poznać każdy nowy program lub usługę? Nie
- Czy powinniśmy udostępniać nasze zasoby i komunikować sie z naszymi użytkownikami za pośrednictwem wszystkich nowych narzędzi? Nie
- Czy mamy zapomnieć o 80 procentach użytkowników, którzy nie korzystają jeszcze z nowych narzędzi? Nie
- Czy powinniśmy wprowadzać nowe usługi z założeniem, że ludzie nie będą używać nowych narzędzi? Nie
- Czy powinno nas dziwić, że nowe technologie bywają przytłaczające, zawiłe, rozrywkowe, i że wydają się czasem całkowicie nieodpowiednie? Nie
- Czy nadal będziemy mieć pracę, jeśli nie zdołamy się przystosować? Nie
27 cze 2007
Refleksje o (wciąż niedocenianej) roli bibliotek i ich nowych zadaniach
Wiele już napisano o zmieniającej się roli bibliotek we współczesnym społeczeństwie - informacyjnym, demokratycznym, zubożałym, wykluczonym, źle wyedukowanym, desperacko poszukującym wiedzy, niewybrednym pod względem preferencji kulturalnych, itd. Mimo iż świadomość negatywnych zjawisk XXI wieku i rodzących się dzięki nim potrzeb jest w środowisku bibliotekarskim wysoka, wciąż można mieć wrażenie, że rola bibliotek nie jest we współczesnym społeczeństwie w pełni dostrzegana, czy też doceniana.
Niemiłe refleksje budzą, na przykład, wizyty w niektórych filiach bibliotek publicznych, zwłaszcza tych usytuowanych w biedniejszych dzielnicach górnośląskich miast, gdzie stopa bezrobocia należy do najwyższych w kraju, a dochód na mieszkańca jest jednym z najniższych. Nieremontowane od wielu lat, pozbawione komputerów, multimediów i dostępu do nowoczesnych źródeł informacji przypominają placówki biblioteczne funkcjonujące w latach 70-tych, choć tamte mogły przynajmniej liczyć na stały dopływ nowości wydawniczych. Te - nie zawsze, gdyż pieniędzy na zakup książek jest za mało, a priorytetowo traktowana jest centrala.
Nic więc dziwnego, że wielu osobom biblioteka nie kojarzy się z nowoczesnością, a najbardziej rozbudowana sieć placówek kulturalnych w kraju (w myśl kilku obowiązujących ustaw każda gmina w Polsce musi utrzymywać co najmniej jedną bibliotekę publiczną), choć imponuje liczebnością swoich węzłów, jest jednak przerażająco niespójna. Obok znakomicie wyposażonych, nowoczesnych i modelowych bibliotek dla młodych klientów (takich jak wrocławska Mediateka) w tej samej ogólnokrajowej sieci bibliotecznej występują takie właśnie niedoinwestowane, straszące warunkami lokalowymi placówki, nie mogące liczyć ani na dobry księgozbiór, ani na nowoczesny sprzęt. Nie dziwią więc dylematy: czy zamykać takie filie, a oszczędzone środki przeznaczyć na modernizację pozostałych placówek, czy też bronić ich za wszelką cenę, argumentując, że bywają one jedynymi dostępnymi miejscami kontaktu z kulturą dla mieszkańców biednych dzielnic i dla ich dzieci.
Wydaje się, że dylematy te będą funkcjonować tak długo, aż definitywnie rozwiążą je mechanizmy wolnorynkowe: coraz mniej ludzi czyta książki i coraz trudniej będzie uzasadnić konieczność utrzymywania tak rozbudowanej sieci bibliotek. A te, które zostaną, będą musiały stale udowadniać, że są swoim odbiorcom potrzebne, inaczej odbiorcy ci sprzeciwią się przeznaczaniu publicznych pieniędzy na ich funkcjonowanie.
Niestety wielu ludzi uważa bibliotekę (a szczególnie publiczną) za miejsce, w którym wyłącznie wypożycza się książki. A ponieważ czytanie zasadniczo nie jest trendy (niektóre gwiazdy mediów wręcz publicznie przechwalają się, że od lat nie przeczytały żadnej książki), nie dziwi fakt, że liczba użytkowników bibliotek jest z roku na rok coraz mniejsza, autorzy opracowań statystycznych biją na alarm, a instytucje rządowe i różne fundacje wciąż ogłaszają ogólnopolskie akcje, czy kampanie czytelnicze.
Niewielu ludzi jednak wie, chyba że są stałymi bywalcami bibliotek, że realizują one także inne zadania: udostępniają bezpłatnie Internet, pomagają w wyszukiwaniu informacji, prowadzą szkolenia i warsztaty o bardzo przydatnej we współczesnym świecie tematyce, udostępniają posiadane publikacje w bibliotekach cyfrowych, organizują różnorodne zajęcia dla dzieci i młodzieży, a osobom dorosłym oferują ciekawe imprezy kulturalne. Większość z tych usług nie wymaga od odbiorców ponoszenia jakichkolwiek kosztów, a adresowana jest do wszystkich zainteresowanych, bez żadnych (lub prawie żadnych) ograniczeń. W kraju, w którym dostęp do dóbr kultury wiąże się z coraz większymi opłatami (np. ceny biletów na koncerty są wyższe niż w innych państwach, o czym miałam okazję kilkakrotnie się przekonać), a umiejętność szybkiego zdobywania informacji (szczególnie elektronicznej) stała się już w życiu niezbędna, zadziwia fakt, że bramy bibliotek jeszcze się nie rozpadły pod naporem tłumów użytkowników. To prawda, że nie wszystkie placówki organizują atrakcyjne imprezy i nie wszystkie mają możliwości (sprzętowe, lokalowe i finansowe), by w swoich działaniach wykraczać poza standardowe wypożyczanie książek. Ale nawet te, których poziom usług jest imponujący, mogłyby robić więcej, by nagłośnić w mediach charakter swojej działalności, typy oferowanych usług, a ponadto wymieniać się doświadczeniami z innymi bibliotekami i rozpowszechniać tzw. dobre praktyki.
Taką praktyką (dobrą, a wręcz znakomitą) mogłyby być różne sposoby uczenia osób starszych, czy też w inny sposób zagrożonych społecznym wykluczeniem, posługiwania się komputerem i Internetem. Niektóre biblioteki publiczne (np. zaprzyjaźnione biblioteki powiatu bielskiego w województwie śląskim - Książnica Beskidzka w Bielsku Białej i Gminna Biblioteka Publiczna w Bestwinie) organizują warsztaty komputerowe dla osób starszych, cieszące się ogromnym powodzeniem. Współczesne społeczeństwa coraz bardziej się starzeją, a osoby starsze rzadko mają okazję do kontaktu z nowoczesnymi technologiami (chyba że mają chętnego do pomocy wnuka). Opanowanie obsługi komputera i Internetu nie tylko ułatwiłoby im życie (niedługo pewne sprawy urzędowe będzie można załatwić wyłącznie za pośrednictwem Sieci), ale też pozwoliłoby im na uczestnictwo w dostępnych dla nich jeszcze formach życia społecznego (wolontariat, rozrywka, sprawniejsza komunikacja z otoczeniem, itp.).
Przykład biblioteki gminnej w Bestwinie, która - choć pracuje modelowo - nie może się równać pod względem warunków lokalowych, kadry czy budżetu z wielkomiejskimi bibliotekami, pokazuje, że nie trzeba być wielką instytucją, by realizować takie działania, ani że te działania nie muszą być prowadzone od razu na dużą skalę. Warto propagować takie pomysły, zachęcać innych do ich realizacji, a także nagłaśniać, gdzie się da. To prawda, że nie zawsze mamy sprzęt i środki finansowe, by zaoferować ludziom coś ciekawego, ale nie zawsze też potrafimy odpowiednio uzasadnić konieczność ich posiadania. A także przekonać ludzi (zarówno decydentów, jak i odbiorców naszych usług), że swoją działalnością możemy zaspokoić najbardziej palące potrzeby środowiska i tym samym przyczyniać się do jego rozwoju. Umiejętność przekonywania oraz biegłość w nowomedialnej retoryce wydaje się tutaj bardzo istotna. Szkoda, że nie uczą tego na bibliotekoznawczych studiach...
Z ciekawą inicjatywą spotkałam się też w serwisie www jednej z amerykańskich bibliotek: Hennepin County Library, która umieściła na swoich stronach interaktywne samouczki dla użytkowników bibliotecznych zasobów informacyjnych, ale również dla osób dopiero zaczynających swoją pracę z komputerem, np. ćwiczenia z posługiwania się myszą. Jak widać, nawet w Ameryce information literacy wciąż jeszcze nie jest zjawiskiem powszechnym, choć Amerykanie już wiedzą, gdzie szukać pomocy - oczywiście w bibliotece :)
Niemiłe refleksje budzą, na przykład, wizyty w niektórych filiach bibliotek publicznych, zwłaszcza tych usytuowanych w biedniejszych dzielnicach górnośląskich miast, gdzie stopa bezrobocia należy do najwyższych w kraju, a dochód na mieszkańca jest jednym z najniższych. Nieremontowane od wielu lat, pozbawione komputerów, multimediów i dostępu do nowoczesnych źródeł informacji przypominają placówki biblioteczne funkcjonujące w latach 70-tych, choć tamte mogły przynajmniej liczyć na stały dopływ nowości wydawniczych. Te - nie zawsze, gdyż pieniędzy na zakup książek jest za mało, a priorytetowo traktowana jest centrala.
Nic więc dziwnego, że wielu osobom biblioteka nie kojarzy się z nowoczesnością, a najbardziej rozbudowana sieć placówek kulturalnych w kraju (w myśl kilku obowiązujących ustaw każda gmina w Polsce musi utrzymywać co najmniej jedną bibliotekę publiczną), choć imponuje liczebnością swoich węzłów, jest jednak przerażająco niespójna. Obok znakomicie wyposażonych, nowoczesnych i modelowych bibliotek dla młodych klientów (takich jak wrocławska Mediateka) w tej samej ogólnokrajowej sieci bibliotecznej występują takie właśnie niedoinwestowane, straszące warunkami lokalowymi placówki, nie mogące liczyć ani na dobry księgozbiór, ani na nowoczesny sprzęt. Nie dziwią więc dylematy: czy zamykać takie filie, a oszczędzone środki przeznaczyć na modernizację pozostałych placówek, czy też bronić ich za wszelką cenę, argumentując, że bywają one jedynymi dostępnymi miejscami kontaktu z kulturą dla mieszkańców biednych dzielnic i dla ich dzieci.
Wydaje się, że dylematy te będą funkcjonować tak długo, aż definitywnie rozwiążą je mechanizmy wolnorynkowe: coraz mniej ludzi czyta książki i coraz trudniej będzie uzasadnić konieczność utrzymywania tak rozbudowanej sieci bibliotek. A te, które zostaną, będą musiały stale udowadniać, że są swoim odbiorcom potrzebne, inaczej odbiorcy ci sprzeciwią się przeznaczaniu publicznych pieniędzy na ich funkcjonowanie.
Niestety wielu ludzi uważa bibliotekę (a szczególnie publiczną) za miejsce, w którym wyłącznie wypożycza się książki. A ponieważ czytanie zasadniczo nie jest trendy (niektóre gwiazdy mediów wręcz publicznie przechwalają się, że od lat nie przeczytały żadnej książki), nie dziwi fakt, że liczba użytkowników bibliotek jest z roku na rok coraz mniejsza, autorzy opracowań statystycznych biją na alarm, a instytucje rządowe i różne fundacje wciąż ogłaszają ogólnopolskie akcje, czy kampanie czytelnicze.
Niewielu ludzi jednak wie, chyba że są stałymi bywalcami bibliotek, że realizują one także inne zadania: udostępniają bezpłatnie Internet, pomagają w wyszukiwaniu informacji, prowadzą szkolenia i warsztaty o bardzo przydatnej we współczesnym świecie tematyce, udostępniają posiadane publikacje w bibliotekach cyfrowych, organizują różnorodne zajęcia dla dzieci i młodzieży, a osobom dorosłym oferują ciekawe imprezy kulturalne. Większość z tych usług nie wymaga od odbiorców ponoszenia jakichkolwiek kosztów, a adresowana jest do wszystkich zainteresowanych, bez żadnych (lub prawie żadnych) ograniczeń. W kraju, w którym dostęp do dóbr kultury wiąże się z coraz większymi opłatami (np. ceny biletów na koncerty są wyższe niż w innych państwach, o czym miałam okazję kilkakrotnie się przekonać), a umiejętność szybkiego zdobywania informacji (szczególnie elektronicznej) stała się już w życiu niezbędna, zadziwia fakt, że bramy bibliotek jeszcze się nie rozpadły pod naporem tłumów użytkowników. To prawda, że nie wszystkie placówki organizują atrakcyjne imprezy i nie wszystkie mają możliwości (sprzętowe, lokalowe i finansowe), by w swoich działaniach wykraczać poza standardowe wypożyczanie książek. Ale nawet te, których poziom usług jest imponujący, mogłyby robić więcej, by nagłośnić w mediach charakter swojej działalności, typy oferowanych usług, a ponadto wymieniać się doświadczeniami z innymi bibliotekami i rozpowszechniać tzw. dobre praktyki.
Taką praktyką (dobrą, a wręcz znakomitą) mogłyby być różne sposoby uczenia osób starszych, czy też w inny sposób zagrożonych społecznym wykluczeniem, posługiwania się komputerem i Internetem. Niektóre biblioteki publiczne (np. zaprzyjaźnione biblioteki powiatu bielskiego w województwie śląskim - Książnica Beskidzka w Bielsku Białej i Gminna Biblioteka Publiczna w Bestwinie) organizują warsztaty komputerowe dla osób starszych, cieszące się ogromnym powodzeniem. Współczesne społeczeństwa coraz bardziej się starzeją, a osoby starsze rzadko mają okazję do kontaktu z nowoczesnymi technologiami (chyba że mają chętnego do pomocy wnuka). Opanowanie obsługi komputera i Internetu nie tylko ułatwiłoby im życie (niedługo pewne sprawy urzędowe będzie można załatwić wyłącznie za pośrednictwem Sieci), ale też pozwoliłoby im na uczestnictwo w dostępnych dla nich jeszcze formach życia społecznego (wolontariat, rozrywka, sprawniejsza komunikacja z otoczeniem, itp.).
Przykład biblioteki gminnej w Bestwinie, która - choć pracuje modelowo - nie może się równać pod względem warunków lokalowych, kadry czy budżetu z wielkomiejskimi bibliotekami, pokazuje, że nie trzeba być wielką instytucją, by realizować takie działania, ani że te działania nie muszą być prowadzone od razu na dużą skalę. Warto propagować takie pomysły, zachęcać innych do ich realizacji, a także nagłaśniać, gdzie się da. To prawda, że nie zawsze mamy sprzęt i środki finansowe, by zaoferować ludziom coś ciekawego, ale nie zawsze też potrafimy odpowiednio uzasadnić konieczność ich posiadania. A także przekonać ludzi (zarówno decydentów, jak i odbiorców naszych usług), że swoją działalnością możemy zaspokoić najbardziej palące potrzeby środowiska i tym samym przyczyniać się do jego rozwoju. Umiejętność przekonywania oraz biegłość w nowomedialnej retoryce wydaje się tutaj bardzo istotna. Szkoda, że nie uczą tego na bibliotekoznawczych studiach...
Z ciekawą inicjatywą spotkałam się też w serwisie www jednej z amerykańskich bibliotek: Hennepin County Library, która umieściła na swoich stronach interaktywne samouczki dla użytkowników bibliotecznych zasobów informacyjnych, ale również dla osób dopiero zaczynających swoją pracę z komputerem, np. ćwiczenia z posługiwania się myszą. Jak widać, nawet w Ameryce information literacy wciąż jeszcze nie jest zjawiskiem powszechnym, choć Amerykanie już wiedzą, gdzie szukać pomocy - oczywiście w bibliotece :)
2 cze 2007
Biblioteczny marketing 2.0
Wydaje mi się, że dobrym sposobem przekonywania bibliotekarzy do wprowadzania w życie założeń Biblioteki 2.0 jest pokazywanie im jej walorów promocyjnych. Wygląda na to, że umiejętne wykorzystanie blogów, społecznościowych serwisów i innych narzędzi, jakie oferuje nam Sieć w swojej wersji 2.0 stanowi, czy też może stanowić, potężny mechanizm marketingu i promocji.
Środowiska biznesowe już to odkryły. Stopniowo zaczynają się pojawiać w sieci firmowe blogi, które specjaliści od marketingu wykorzystują jako narzędzie kreowania wizerunku firmy, nowy kanał dwukierunkowej komunikacji z klientami i ważny element strategii rozwoju. Ciekawy tekst na ten temat, pt. Firmowy blog wpisany w strategię marketingową" można znaleźć tu. Tekst zawiera m. in. cenne rady dla prowadzących firmowego bloga - powinny one okazać się przydatne także dla bibliotekarzy, którzy chcieliby redagować bibliotecznego (nie prywatnego) bloga.
Politycy także piszą blogi. Promują się, korzystając ze wszelkich dostępnych środków przekazu i ujawniają fakty, które tradycyjnymi kanałami zazwyczaj nie przedostają się do publicznej wiadomości. W efekcie krążą po sieci różne ciekawostki, ujawniają się afery i rozprzestrzeniają nowiny, "chwytając" uwagę mediów (i tym samym ich odbiorców), podczas gdy o bibliotekarzach pisze się (w jednym z wiodących polskich serwisów informacyjnych), że spędzają życie na wdychaniu książkowego kurzu... Hm.
O mediach mówi się, że są "czwartą władzą" - wyrazicielem opinii publicznej, strażnikiem wartości i zasad demokratycznych, środkiem komunikacji pomiędzy instytucjami społecznymi, a także systemem formowania kryteriów, wedle których osądza się, co jest normalne, a co nie. O blogach (przynajmniej tych politycznych), zaczyna się już mówić, ze są "piątą władzą", gdyż uchylają się od wszelkich form nacisku i kontroli, formułują własne normatywy, zachowując jednocześnie wpływ na opinię publiczną i coraz częściej wchodząc w centrum jej zainteresowania.
Biblioteki do blogowania jeszcze nie nawykły - przynajmniej u nas. Może uważają, że to niepoważne? ;) Lub też nie wiedzą, jak wykorzystać sieciowe "dwuzerowe" narzędzia promocji. Dla wszystkich którzy chcieliby zacząć, a nie wiedzą jak, ogromną pomocą może okazać się tekst Darlene Fichter Seven Strategies for Marketing in a Web 2.0 World.
Sieć 2.0 oznacza dla marketingu radykalny przełom, porównywalny z tym, który spowodowała prasa drukarska w systemie komunikacji. Kiedyś opracowywało się plan marketingowy, wybierało grupę docelową oraz kanały, którymi nadawano jednokierunkowy przekaz (ogłoszenia w czasopismach, reklamy w radio i TV, bannery, plakaty, czy wiadomości przesyłane pocztą elektroniczną). Web 2.0 to nie tylko nowe sposoby docierania do odbiorców, ale także nowa natura naszych kontaktów z nimi. Tradycyjne kanały marketingowe podlegały kontroli i służyły do przekazywania informacji jednostronnie: od biblioteki do użytkownika. Teraz nie kontrolujemy już treści, bo każdy może stworzyć i ukształtować dowolną treść. Narzędzia Web 2.0 dodają nadawanemu przekazowi niespotykanej dotąd siły, gdyż może on - metodą podawania sobie informacji z ust do ust (lub może raczej "od kliku do kliku") - rozprzestrzeniać się jak wirus, i to w ułamku sekundy.
Jak pokazują wyniki badań, ludzie znacznie bardziej ufają podobnym sobie, chętniej zatem posłuchają tego, co mają do powiedzenia inni użytkownicy danej usługi lub produktu niż twórcy czy sprzedawcy. Pochwalą lub skrytykują w blogowych postach, które za chwilę przeczytają tysiące innych. Nad tym, co o nas piszą w sieci nie będziemy już mieć żadnej kontroli, możemy jednak aktywnie uczestniczyć w dyskusjach i mieć także wpływ na ich kształt.
"Dwuzerowy" marketing to dobra zabawa i sposób na wykorzystanie lub rozbudzenie kreatywności. Nie bez znaczenia jest także to, że narzędzi jest dużo, a kosztują niewiele. Oczywiście biblioteka musi dysponować atrakcyjną ofertą, by ludzie chcieli o niej rozmawiać i się nią dzielić - lecz jeśli tak jest, informacja o niej rozprzestrzeni się błyskawicznie. Jeśli jej na to pozwolimy.
Darlene Fichter sformułowała w swoim tekście "7 sposobów na promocję za pomocą narzędzi Web 2.0". Poniżej zamieszczam ich tłumaczenie:
1. Naucz się, jak działają społeczne media
Po pierwsze, i najważniejsze, bibliotekarze powinni wypróbować, nauczyć się i zrozumieć, jak działają społeczne media. Projekty takie jak program Nauczanie 2.0 autorstwa Helene Blowers dla Biblioteki Publicznej Hrabstwa Charlotte & Mecklenburg oferują wspaniałe możliwości zapoznawania się ze społecznymi usługami w sieci. Zasadniczo, marketing w świecie Web 2.0 wymaga od nas całkiem nowego podejścia, lecz w tym samym czasie musimy umieć myśleć po staremu. Serwisy takie jak YouTube, del.icio.us, Flickr, digg, MySpace, i Technorati to przykłady nowych narzędzi, które powinieneś opanować, by móc je efektywnie wykorzystać w realizacji swoich marketingowych działań.
2. Opracuj "dwuzerowy" plan marketingowy
Pewne działania marketingowe w oparciu o Web 2.0 rodzą się w sposób naturalny i część z nich być może jest już w Twojej Bibliotece prowadzona. Dobrze jest pomyśleć strategicznie i z dystansem o tym, gdzie i w jaki sposób zastosować dostępne narzędzia marketingowe. Wykorzystaj kreatywność pracowników Twojej Biblioteki, a także jej użytkowników, by wypracować plan marketingowy z wykorzystaniem "dwuzerowych" narzędzi społecznych. Przyjrzyj się tym narzędziom, którymi już dysponujesz, usługom, które oferujesz swoim klientom, oraz swojej stronie internetowej, by sprawdzić, jak możesz wykorzystać szanse marketingowe, jakie oferują Ci społeczne środki komunikacji.
Otwórz się na nowe pomysły, które tworzą istotę społecznych mediów. Np. pozwól użytkownikom współtworzyć treść strony www Twojej biblioteki i propaguj ich pomysły. Wypróbuj jakiś serwis fotograficzny, w którym bibliotekarze i (lub) użytkownicy mogliby zamieścić zdjęcia, opatrzyć je podpisami, przekazać innym linki lub wysłać jakieś zdjęcie do przyjaciela w postaci elektronicznej kartki pocztowej. Mógłbyś także zaprosić najwierniejszych czytelników, by zrobili jakiś filmowy materiał promocyjny o Bibliotece, który potem można by zaprezentować w lokalnej stacji TV i w różnych miejscach w sieci.
3. Bądź uczestnikiem! Dołącz do dyskusji.
Sieciowe aplikacje społeczne umożliwiają dwukierunkowe kontakty (w odróżnieniu od starszych jednokierunkowych środków przekazu wykorzystywanych jako narzędzia promocji). Oferują one wiele sposobów na "dołączenie się". Można wkomponować pewne narzędzia i usługi społeczne (np. blogi, wiki, możliwość tagowania, blogi wideo, itp) jako elementy bibliotecznej witryny www. Zaoferuj użytkownikom możliwość komentowania blogów i edytowania wpisów w bibliotecznych serwisach wiki.
Zamiast biernie czekać na to, aż użytkownicy odkryją narzędzia 2.0 na naszej stronie www, sami możemy dołączyć do dyskusji, gdziekolwiek ma ona miejsce: na blogach użytkowników, na forach dyskusyjnych, w serwisie MySpace, internetowych stronach instruktażowych, pokojach czatowych, serwisach wiki. (Należy zawsze przestrzegać obowiązujących norm i zasad korzystania z każdego społecznego środka komunikacji).
Znajdź w sieci swoją grupę docelową i dołącz do niej. Utwórz profil swojej biblioteki w serwisach MySpace lub Facebook, jak zrobiła to biblioteka publiczna miasta Topeka i hrabstwa Shawnee w Kansas, która odnotowała już 1 135 przyjaciół. Opracuj biblioteczny profil i zaoferuj usługi w taki sposób, by odbiorcy chętnie dodawali Twoją stronę do Ulubionych, kontaktowali się i zostawali przyjaciółmi Twojej Biblioteki. Jeśli użytkownicy Twojej Biblioteki często korzystają z Wikipedii, dodaj lub rozbuduj hasło o Bibliotece.
4. Bądź atrakcyjny
Oferuj interesujące usługi i materiały dla osób oglądających serwis www Twojej Biblioteki - takie, które będą mogli wykorzystać, dodać do Ulubionych i podzielić się z innymi (zarówno w sieci, jak i poza nią). Media społeczne przyjmują postać marketingu wirusowego: interesujące treści i ciekawe pomysły wędrują po sieci niezwykle szybko. Bardzo ważne jest aktualizowanie strony i dodawanie świeżych materiałów - może to być lista zakupionych przez Bibliotekę nowości wydawniczych, podcast z ostatnio przeprowadzonego spotkania autorskiego, zaskakująca wiadomość dotycząca spraw lokalnych lub zapowiedź ważnego wydarzenia w mieście albo w bibliotece.
5. Spraw by materiały z bibliotecznego serwisu www zaczęły krążyć po sieci
Można zachęcić osoby odwiedzające serwis, by tagowały lub dodawały stronę do Ulubionych jednym kliknięciem myszki, np. umieszczając na stronie przycisk "dodaj do Ulubionych". Dla niektórych bibliotek może to być problem. Ważne jest, by dobrać odpowiedni program zarządzania treścią serwisu www, umożliwiający nadawanie poszczególnym stronom stałych adresów URL. Pewne strony biblioteczne można łatwo dodać do Ulubionych, innych nie da się dodać w ogóle.
Pozwól użytkownikom zamieszczać materiały z serwisu Twojej Biblioteki (listy książek, recenzje, zdjęcia, podcasty, materiały wideo) na ich własnych stronach.
Tworzenie i stosowanie specjalnych programów, np. pasków narzędziowych zwiększa dostępność bibliotecznych materiałów dla użytkowników. Przykładem może być Go-Go-Google Gadget stworzony przez Johna Blyberga, który użytkownicy Biblioteki mogą sobie zainstalować na swoich prywatnych stronach.
Zamieść biblioteczne materiały w takich serwisach jak Flickr i YouTube, gdzie będą one łatwo znajdywalne przez użytkowników, którzy potem mogą się nimi dzielić dalej.
Gdy tylko jest to możliwe, staraj się przydatne dla użytkowników materiały przekazywać różnymi kanałami i sposobami. Podziel materiały dostosowując je do potrzeb różnych kategorii odbiorców. Roześlij informacje o tym, co oferuje im Biblioteka. Zastosuj usługi powiadamiające (RSS) o nowych materiałach (książkach, płytach DVD, wideo, książkach mówionych), a także o nowych postach w blogu, komentarzach, zmianach na najczęściej odwiedzanych stronach oraz zwracanych książkach. Listy nowych książek mogą być podzielone na kategorie tematyczne.
6. Stań się częścią wielkiej multimedialnej fali
Odnotowując wykorzystywanie przez użytkowników ponad 100 milionów materiałów wideo dziennie, serwis YouTube stanowi zbyt poważną przestrzeń do marketingowych działań, by można ją było zlekceważyć. Nakręć krótkie filmy wideo i opublikuj je w YouTube i innych społecznościowych serwisach z materiałami filmowymi.
Twórz podcasty. Imprezy organizowane w bibliotekach (głośne czytanie, dyskusje o książkach, spotkania z gośćmi) często nadają się do tego, by je rejestrować w formie podcastów. Zastosuj powiadamiacze, by użytkownicy byli informowani o pojawiających się na stronie nowych materiałach.
7. Monitoruj stopień zaangażowania, ucz się i badaj
Ocena skuteczności działań marketingowych w przypadku mediów społecznych polega na czymś innym niż zwyczajne liczenie odwiedzin strony www lub wypożyczeń materiałów bibliotecznych. Chodzi o to, by ocenić, do jakiego stopnia udało się danej bibliotece zaangażować użytkowników i wykorzystać ich partycypację za pośrednictwem społecznych mediów. Powinieneś umieć ocenić zaangażowanie w kategoriach ilościowych, lecz także jakościowych, czyli jego intensywność.
Zaangażowanie można badać poprzez uzyskanie odpowiedzi na następujące przykładowe pytania: Ile osób czyta blog Twojej biblioteki? Ile komentarzy napisano do blogowych postów i ilu użytkowników je przysłało? Ile osób wspomina o Twojej Bibliotece w swoich blogach i jak często? Czy osoby szukające materiałów w serwisie Twojej Biblioteki zawsze są kierowani przez wyszukiwarki we właściwe miejsce? Czy zasoby informacyjne Twojej biblioteki znalazły się w społecznościowych serwisach linków do ulubionych stron? Ilu Twoja Biblioteka ma przyjaciół i kontaktów w sieciach społecznych? Ile otrzymuje komentarzy i wpisów w księdze gości? Ile osób współtworzy zawartość serwisu Twojej Biblioteki (tzn. publikuje materiały wideo, fotografie, dokumenty, hasła w serwisie wiki)?
Środowiska biznesowe już to odkryły. Stopniowo zaczynają się pojawiać w sieci firmowe blogi, które specjaliści od marketingu wykorzystują jako narzędzie kreowania wizerunku firmy, nowy kanał dwukierunkowej komunikacji z klientami i ważny element strategii rozwoju. Ciekawy tekst na ten temat, pt. Firmowy blog wpisany w strategię marketingową" można znaleźć tu. Tekst zawiera m. in. cenne rady dla prowadzących firmowego bloga - powinny one okazać się przydatne także dla bibliotekarzy, którzy chcieliby redagować bibliotecznego (nie prywatnego) bloga.
Politycy także piszą blogi. Promują się, korzystając ze wszelkich dostępnych środków przekazu i ujawniają fakty, które tradycyjnymi kanałami zazwyczaj nie przedostają się do publicznej wiadomości. W efekcie krążą po sieci różne ciekawostki, ujawniają się afery i rozprzestrzeniają nowiny, "chwytając" uwagę mediów (i tym samym ich odbiorców), podczas gdy o bibliotekarzach pisze się (w jednym z wiodących polskich serwisów informacyjnych), że spędzają życie na wdychaniu książkowego kurzu... Hm.
O mediach mówi się, że są "czwartą władzą" - wyrazicielem opinii publicznej, strażnikiem wartości i zasad demokratycznych, środkiem komunikacji pomiędzy instytucjami społecznymi, a także systemem formowania kryteriów, wedle których osądza się, co jest normalne, a co nie. O blogach (przynajmniej tych politycznych), zaczyna się już mówić, ze są "piątą władzą", gdyż uchylają się od wszelkich form nacisku i kontroli, formułują własne normatywy, zachowując jednocześnie wpływ na opinię publiczną i coraz częściej wchodząc w centrum jej zainteresowania.
Biblioteki do blogowania jeszcze nie nawykły - przynajmniej u nas. Może uważają, że to niepoważne? ;) Lub też nie wiedzą, jak wykorzystać sieciowe "dwuzerowe" narzędzia promocji. Dla wszystkich którzy chcieliby zacząć, a nie wiedzą jak, ogromną pomocą może okazać się tekst Darlene Fichter Seven Strategies for Marketing in a Web 2.0 World.
Sieć 2.0 oznacza dla marketingu radykalny przełom, porównywalny z tym, który spowodowała prasa drukarska w systemie komunikacji. Kiedyś opracowywało się plan marketingowy, wybierało grupę docelową oraz kanały, którymi nadawano jednokierunkowy przekaz (ogłoszenia w czasopismach, reklamy w radio i TV, bannery, plakaty, czy wiadomości przesyłane pocztą elektroniczną). Web 2.0 to nie tylko nowe sposoby docierania do odbiorców, ale także nowa natura naszych kontaktów z nimi. Tradycyjne kanały marketingowe podlegały kontroli i służyły do przekazywania informacji jednostronnie: od biblioteki do użytkownika. Teraz nie kontrolujemy już treści, bo każdy może stworzyć i ukształtować dowolną treść. Narzędzia Web 2.0 dodają nadawanemu przekazowi niespotykanej dotąd siły, gdyż może on - metodą podawania sobie informacji z ust do ust (lub może raczej "od kliku do kliku") - rozprzestrzeniać się jak wirus, i to w ułamku sekundy.
Jak pokazują wyniki badań, ludzie znacznie bardziej ufają podobnym sobie, chętniej zatem posłuchają tego, co mają do powiedzenia inni użytkownicy danej usługi lub produktu niż twórcy czy sprzedawcy. Pochwalą lub skrytykują w blogowych postach, które za chwilę przeczytają tysiące innych. Nad tym, co o nas piszą w sieci nie będziemy już mieć żadnej kontroli, możemy jednak aktywnie uczestniczyć w dyskusjach i mieć także wpływ na ich kształt.
"Dwuzerowy" marketing to dobra zabawa i sposób na wykorzystanie lub rozbudzenie kreatywności. Nie bez znaczenia jest także to, że narzędzi jest dużo, a kosztują niewiele. Oczywiście biblioteka musi dysponować atrakcyjną ofertą, by ludzie chcieli o niej rozmawiać i się nią dzielić - lecz jeśli tak jest, informacja o niej rozprzestrzeni się błyskawicznie. Jeśli jej na to pozwolimy.
Darlene Fichter sformułowała w swoim tekście "7 sposobów na promocję za pomocą narzędzi Web 2.0". Poniżej zamieszczam ich tłumaczenie:
1. Naucz się, jak działają społeczne media
Po pierwsze, i najważniejsze, bibliotekarze powinni wypróbować, nauczyć się i zrozumieć, jak działają społeczne media. Projekty takie jak program Nauczanie 2.0 autorstwa Helene Blowers dla Biblioteki Publicznej Hrabstwa Charlotte & Mecklenburg oferują wspaniałe możliwości zapoznawania się ze społecznymi usługami w sieci. Zasadniczo, marketing w świecie Web 2.0 wymaga od nas całkiem nowego podejścia, lecz w tym samym czasie musimy umieć myśleć po staremu. Serwisy takie jak YouTube, del.icio.us, Flickr, digg, MySpace, i Technorati to przykłady nowych narzędzi, które powinieneś opanować, by móc je efektywnie wykorzystać w realizacji swoich marketingowych działań.
2. Opracuj "dwuzerowy" plan marketingowy
Pewne działania marketingowe w oparciu o Web 2.0 rodzą się w sposób naturalny i część z nich być może jest już w Twojej Bibliotece prowadzona. Dobrze jest pomyśleć strategicznie i z dystansem o tym, gdzie i w jaki sposób zastosować dostępne narzędzia marketingowe. Wykorzystaj kreatywność pracowników Twojej Biblioteki, a także jej użytkowników, by wypracować plan marketingowy z wykorzystaniem "dwuzerowych" narzędzi społecznych. Przyjrzyj się tym narzędziom, którymi już dysponujesz, usługom, które oferujesz swoim klientom, oraz swojej stronie internetowej, by sprawdzić, jak możesz wykorzystać szanse marketingowe, jakie oferują Ci społeczne środki komunikacji.
Otwórz się na nowe pomysły, które tworzą istotę społecznych mediów. Np. pozwól użytkownikom współtworzyć treść strony www Twojej biblioteki i propaguj ich pomysły. Wypróbuj jakiś serwis fotograficzny, w którym bibliotekarze i (lub) użytkownicy mogliby zamieścić zdjęcia, opatrzyć je podpisami, przekazać innym linki lub wysłać jakieś zdjęcie do przyjaciela w postaci elektronicznej kartki pocztowej. Mógłbyś także zaprosić najwierniejszych czytelników, by zrobili jakiś filmowy materiał promocyjny o Bibliotece, który potem można by zaprezentować w lokalnej stacji TV i w różnych miejscach w sieci.
3. Bądź uczestnikiem! Dołącz do dyskusji.
Sieciowe aplikacje społeczne umożliwiają dwukierunkowe kontakty (w odróżnieniu od starszych jednokierunkowych środków przekazu wykorzystywanych jako narzędzia promocji). Oferują one wiele sposobów na "dołączenie się". Można wkomponować pewne narzędzia i usługi społeczne (np. blogi, wiki, możliwość tagowania, blogi wideo, itp) jako elementy bibliotecznej witryny www. Zaoferuj użytkownikom możliwość komentowania blogów i edytowania wpisów w bibliotecznych serwisach wiki.
Zamiast biernie czekać na to, aż użytkownicy odkryją narzędzia 2.0 na naszej stronie www, sami możemy dołączyć do dyskusji, gdziekolwiek ma ona miejsce: na blogach użytkowników, na forach dyskusyjnych, w serwisie MySpace, internetowych stronach instruktażowych, pokojach czatowych, serwisach wiki. (Należy zawsze przestrzegać obowiązujących norm i zasad korzystania z każdego społecznego środka komunikacji).
Znajdź w sieci swoją grupę docelową i dołącz do niej. Utwórz profil swojej biblioteki w serwisach MySpace lub Facebook, jak zrobiła to biblioteka publiczna miasta Topeka i hrabstwa Shawnee w Kansas, która odnotowała już 1 135 przyjaciół. Opracuj biblioteczny profil i zaoferuj usługi w taki sposób, by odbiorcy chętnie dodawali Twoją stronę do Ulubionych, kontaktowali się i zostawali przyjaciółmi Twojej Biblioteki. Jeśli użytkownicy Twojej Biblioteki często korzystają z Wikipedii, dodaj lub rozbuduj hasło o Bibliotece.
4. Bądź atrakcyjny
Oferuj interesujące usługi i materiały dla osób oglądających serwis www Twojej Biblioteki - takie, które będą mogli wykorzystać, dodać do Ulubionych i podzielić się z innymi (zarówno w sieci, jak i poza nią). Media społeczne przyjmują postać marketingu wirusowego: interesujące treści i ciekawe pomysły wędrują po sieci niezwykle szybko. Bardzo ważne jest aktualizowanie strony i dodawanie świeżych materiałów - może to być lista zakupionych przez Bibliotekę nowości wydawniczych, podcast z ostatnio przeprowadzonego spotkania autorskiego, zaskakująca wiadomość dotycząca spraw lokalnych lub zapowiedź ważnego wydarzenia w mieście albo w bibliotece.
5. Spraw by materiały z bibliotecznego serwisu www zaczęły krążyć po sieci
Można zachęcić osoby odwiedzające serwis, by tagowały lub dodawały stronę do Ulubionych jednym kliknięciem myszki, np. umieszczając na stronie przycisk "dodaj do Ulubionych". Dla niektórych bibliotek może to być problem. Ważne jest, by dobrać odpowiedni program zarządzania treścią serwisu www, umożliwiający nadawanie poszczególnym stronom stałych adresów URL. Pewne strony biblioteczne można łatwo dodać do Ulubionych, innych nie da się dodać w ogóle.
Pozwól użytkownikom zamieszczać materiały z serwisu Twojej Biblioteki (listy książek, recenzje, zdjęcia, podcasty, materiały wideo) na ich własnych stronach.
Tworzenie i stosowanie specjalnych programów, np. pasków narzędziowych zwiększa dostępność bibliotecznych materiałów dla użytkowników. Przykładem może być Go-Go-Google Gadget stworzony przez Johna Blyberga, który użytkownicy Biblioteki mogą sobie zainstalować na swoich prywatnych stronach.
Zamieść biblioteczne materiały w takich serwisach jak Flickr i YouTube, gdzie będą one łatwo znajdywalne przez użytkowników, którzy potem mogą się nimi dzielić dalej.
Gdy tylko jest to możliwe, staraj się przydatne dla użytkowników materiały przekazywać różnymi kanałami i sposobami. Podziel materiały dostosowując je do potrzeb różnych kategorii odbiorców. Roześlij informacje o tym, co oferuje im Biblioteka. Zastosuj usługi powiadamiające (RSS) o nowych materiałach (książkach, płytach DVD, wideo, książkach mówionych), a także o nowych postach w blogu, komentarzach, zmianach na najczęściej odwiedzanych stronach oraz zwracanych książkach. Listy nowych książek mogą być podzielone na kategorie tematyczne.
6. Stań się częścią wielkiej multimedialnej fali
Odnotowując wykorzystywanie przez użytkowników ponad 100 milionów materiałów wideo dziennie, serwis YouTube stanowi zbyt poważną przestrzeń do marketingowych działań, by można ją było zlekceważyć. Nakręć krótkie filmy wideo i opublikuj je w YouTube i innych społecznościowych serwisach z materiałami filmowymi.
Twórz podcasty. Imprezy organizowane w bibliotekach (głośne czytanie, dyskusje o książkach, spotkania z gośćmi) często nadają się do tego, by je rejestrować w formie podcastów. Zastosuj powiadamiacze, by użytkownicy byli informowani o pojawiających się na stronie nowych materiałach.
7. Monitoruj stopień zaangażowania, ucz się i badaj
Ocena skuteczności działań marketingowych w przypadku mediów społecznych polega na czymś innym niż zwyczajne liczenie odwiedzin strony www lub wypożyczeń materiałów bibliotecznych. Chodzi o to, by ocenić, do jakiego stopnia udało się danej bibliotece zaangażować użytkowników i wykorzystać ich partycypację za pośrednictwem społecznych mediów. Powinieneś umieć ocenić zaangażowanie w kategoriach ilościowych, lecz także jakościowych, czyli jego intensywność.
Zaangażowanie można badać poprzez uzyskanie odpowiedzi na następujące przykładowe pytania: Ile osób czyta blog Twojej biblioteki? Ile komentarzy napisano do blogowych postów i ilu użytkowników je przysłało? Ile osób wspomina o Twojej Bibliotece w swoich blogach i jak często? Czy osoby szukające materiałów w serwisie Twojej Biblioteki zawsze są kierowani przez wyszukiwarki we właściwe miejsce? Czy zasoby informacyjne Twojej biblioteki znalazły się w społecznościowych serwisach linków do ulubionych stron? Ilu Twoja Biblioteka ma przyjaciół i kontaktów w sieciach społecznych? Ile otrzymuje komentarzy i wpisów w księdze gości? Ile osób współtworzy zawartość serwisu Twojej Biblioteki (tzn. publikuje materiały wideo, fotografie, dokumenty, hasła w serwisie wiki)?
27 maj 2007
Czy jesteś 2.0?
O koncepcji i założeniach Biblioteki 2.0 można przeczytać tutaj i tutaj.
Najistotniejszym elementem tej koncepcji jest partycypacja użytkowników - ich udział w kształtowaniu bibliotecznych usług, tworzeniu zasobów informacyjnych, stałe ich ocenianie i usprawnianie. By Biblioteka 2.0 stała się ciałem, taki udział musi zaistnieć, bo jeśli nie zaistnieje, będziemy tylko w nieskończoność zajmowali się teorią i analizowali kolejne definicje...
Tak więc, chodzi przede wszystkim o czytelników i o namówienie ich, by zechcieli uczestniczyć :)
Ciekawa rzecz - serwisów społecznościowych, sieci społecznych i treści tworzonych przez użytkowników Internetu w wolnym czasie i z wykorzystaniem ich wiedzy, energii i umiejętności jest tyle, że z całą pewnością można stwierdzić: dobra wola i chęci istnieją. I tym samym potencjał do zaistnienia Biblioteki 2.0. Teoretycznie. Bo czy ci, którzy tworzą bogate zasoby YouTube, Del.icio.us i MySpace albo ci, którzy chętnie komentują artykuły w Onet.pl będą zainteresowani tagowaniem zawartości katalogów publicznych bibliotek lub komentowaniem blogowych postów? Być może tak, jeśli zaoferujemy im narzędzia, odpowiednio im je przedstawimy i zachęcimy. Ciekawie jednak byłoby zbadać ich potencjał "dwuzerowej" bibliotecznej aktywności. I zorientować się, kim oni właściwie są.
Wokół podobnych pytań i zagadnień porusza się Michael Colford, autor krótkiego tekstu Generation Jones, zamieszczonego w blogu Michaela Stephensa Tame the Web. Tekst traktuje bardziej o postawie 2.0, pewnym podejściu, myśleniu i stylu niż o technicznych umiejętnościach wykorzystania nowoczesnych technologii. Autor, bazując na dokonanym przez demografów i socjologów podziale amerykańskiego społeczeństwa na grupy wiekowe - Pokolenia Millennial, Baby Boom, X i Jones - zastanawia się, które z wymienionych grup i ich przedstawicieli łatwiej adaptują się do oferowanych przez sieci możliwości.
Pokolenie Millenial (Przełomu Tysiącleci), zwane także Pokoleniem Y, to ludzie urodzeni pomiędzy rokiem 1980 a 2000. Z reguły świetnie wykształceni, utalentowani, kreatywni i atrakcyjni dla pracodawców, na co dzień korzystają z nowoczesnych technologii i łatwo angażują się w społeczne sieciowe kontakty. Trudno jest jednak zrobić na nich wrażenie i pozyskać ich jako swoich klientów. Biblioteki, co obrazują statystyki, coraz gorzej sobie z tym radzą.
Pokolenie Baby Boom to ludzie urodzeni w okresie po zakończeniu II wojny światowej a przed rozpoczęciem Wojny w Wietnamie,a więc tacy, którzy już osiągnęli bądź zbliżają się do wieku emerytalnego. To im właśnie bibliotekarstwo zawdzięcza swój obecny kształt. Z reguły znacznie gorzej niż "Milenijni" przyswajają sobie technologiczne nowinki, choć bywają wyjątki.
Pokolenie Jones to osoby urodzone pomiędzy rokiem 1955 a 1965, natomiast Pokolenie X - pomiędzy rokiem 1960 a 1980. Z przedstawicielami obu pokoleń bywa różnie: są tacy, którzy bardzo szybko adaptują się do technologicznych przemian i angażują się społecznie w sieci, inni zaś w ogóle nie przejawiają takich zainteresowań.
Autor tekstu (44-letni reprezentant Pokolenia Jones), jak sam twierdzi, stosunkowo szybko przyswoił sobie "dwuzerowy"sposób myślenia, a narzedzi Web 2.0 używa na co dzień. Gdy zastanawia się nad tym, co właściwie odróżnia go od rówieśników, których nie interesują ani nowe technologie, ani sieciowe kontakty, sięga pamięcią wstecz, do czasów przed pojawieniem się Internetu.
Jako nastolatek interesował się fantastyką, komiksami i muzyką alternatywną - są to niewątpliwie dziedziny, wokół których powstawały rozmaite fanowskie zrzeszenia i ruchy. Colford należał do kilku fan-clubów grup muzycznych i często wymieniał pocztą tradycyjną listy z innymi fanami, a za pośrednictwem specjalistycznych sklepów z komiksami docierał do innych miłośników komiksu.
Internet znacznie ułatwił działalność fanów, pomógł także rozwinąć nowe formy ich aktywności, np. uczestnictwo w grupach dyskusyjnych. Znajomość wczesnych sposobów kontaktu za pośrednictwem Internetu z innymi członkami fanowskich społeczności pozwoliła autorowi przyswoić sobie nowe "dwuzerowe" narzędzia komunikacji, i - w konsekwencji - wykorzystać je do innych celów, np. w pracy bibliotekarza.
O tym, jak kultury fanowskie wynajdują coraz to nowe sposoby wykorzystania starych i nowych mediów, pisze m. in. Henry Jenkins w "Kulturze konwergencji".
Wiele przykładów "dwuzerowych" postaw i medialnej kreatywności można także zaobserwować na przykładzie ruchu tolkienowskiego w Polsce: forum Elendili, serwis Elendilion w postaci bloga (ze sporą liczbą komentarzy), internetowe radio Elendili.fm, podczas audycji którego słuchacze mogą kontaktować się z prowadzącymi za pośrednictwem komunikatora GG, fanowska twórczość amatorska (obejmująca niemal każdą dziedzinę sztuki) i wspaniale zintegrowana (medialnie) społeczność fanów.
Fani lubią sieciowe kontakty, czasem jednak chcieliby się spotkać osobiście, i zdarza się, że po prostu nie mają gdzie. Dla takich grup, a zwłaszcza dla młodszych ich członków (z których nie wszyscy chcieliby, wbrew pozorom, spotykać się w pubie) dobrym miejscem zebrań mogłaby być publiczna biblioteka. W niektórych bibliotekach mają swoje siedziby lokalne kluby miłośników fantastyki (jak np. w znanej mi i zaprzyjaźnionej Miejskiej i Powiatowej Bibliotece Publicznej w Raciborzu), ale wydaje się, że ten potencjał jeszcze nie do końca został wykorzystany. Owszem, Harry Potter ma się w bibliotece wyjątkowo dobrze (jako generator mocy ruchu czytelniczego wśród najmłodszych, a zwłaszcza jego obrazu w bibliotecznych statystykach), podobnie jak i jego fani, dla których przygotowywane sa w bibliotekach publicznych liczne konkursy, imprezy, wystawy i spotkania. Ale np. marzyłoby mi się spotkanie fanów Terry'ego Pratchetta wśród zaimprowizowanych półek z książkami w kształcie wstęgi Möbiusa - przyznacie, ze Biblioteka Niewidocznego Uniwersytetu sportretowana w "Świecie Dysku" jest urocza? Na dodatek można by zrobić prelekcję o tym, które prawa fizyki są w niej notorycznie łamane - np. w poście blogowym na bibliotecznej stronie www ...
Najistotniejszym elementem tej koncepcji jest partycypacja użytkowników - ich udział w kształtowaniu bibliotecznych usług, tworzeniu zasobów informacyjnych, stałe ich ocenianie i usprawnianie. By Biblioteka 2.0 stała się ciałem, taki udział musi zaistnieć, bo jeśli nie zaistnieje, będziemy tylko w nieskończoność zajmowali się teorią i analizowali kolejne definicje...
Tak więc, chodzi przede wszystkim o czytelników i o namówienie ich, by zechcieli uczestniczyć :)
Ciekawa rzecz - serwisów społecznościowych, sieci społecznych i treści tworzonych przez użytkowników Internetu w wolnym czasie i z wykorzystaniem ich wiedzy, energii i umiejętności jest tyle, że z całą pewnością można stwierdzić: dobra wola i chęci istnieją. I tym samym potencjał do zaistnienia Biblioteki 2.0. Teoretycznie. Bo czy ci, którzy tworzą bogate zasoby YouTube, Del.icio.us i MySpace albo ci, którzy chętnie komentują artykuły w Onet.pl będą zainteresowani tagowaniem zawartości katalogów publicznych bibliotek lub komentowaniem blogowych postów? Być może tak, jeśli zaoferujemy im narzędzia, odpowiednio im je przedstawimy i zachęcimy. Ciekawie jednak byłoby zbadać ich potencjał "dwuzerowej" bibliotecznej aktywności. I zorientować się, kim oni właściwie są.
Wokół podobnych pytań i zagadnień porusza się Michael Colford, autor krótkiego tekstu Generation Jones, zamieszczonego w blogu Michaela Stephensa Tame the Web. Tekst traktuje bardziej o postawie 2.0, pewnym podejściu, myśleniu i stylu niż o technicznych umiejętnościach wykorzystania nowoczesnych technologii. Autor, bazując na dokonanym przez demografów i socjologów podziale amerykańskiego społeczeństwa na grupy wiekowe - Pokolenia Millennial, Baby Boom, X i Jones - zastanawia się, które z wymienionych grup i ich przedstawicieli łatwiej adaptują się do oferowanych przez sieci możliwości.
Pokolenie Millenial (Przełomu Tysiącleci), zwane także Pokoleniem Y, to ludzie urodzeni pomiędzy rokiem 1980 a 2000. Z reguły świetnie wykształceni, utalentowani, kreatywni i atrakcyjni dla pracodawców, na co dzień korzystają z nowoczesnych technologii i łatwo angażują się w społeczne sieciowe kontakty. Trudno jest jednak zrobić na nich wrażenie i pozyskać ich jako swoich klientów. Biblioteki, co obrazują statystyki, coraz gorzej sobie z tym radzą.
Pokolenie Baby Boom to ludzie urodzeni w okresie po zakończeniu II wojny światowej a przed rozpoczęciem Wojny w Wietnamie,a więc tacy, którzy już osiągnęli bądź zbliżają się do wieku emerytalnego. To im właśnie bibliotekarstwo zawdzięcza swój obecny kształt. Z reguły znacznie gorzej niż "Milenijni" przyswajają sobie technologiczne nowinki, choć bywają wyjątki.
Pokolenie Jones to osoby urodzone pomiędzy rokiem 1955 a 1965, natomiast Pokolenie X - pomiędzy rokiem 1960 a 1980. Z przedstawicielami obu pokoleń bywa różnie: są tacy, którzy bardzo szybko adaptują się do technologicznych przemian i angażują się społecznie w sieci, inni zaś w ogóle nie przejawiają takich zainteresowań.
Autor tekstu (44-letni reprezentant Pokolenia Jones), jak sam twierdzi, stosunkowo szybko przyswoił sobie "dwuzerowy"sposób myślenia, a narzedzi Web 2.0 używa na co dzień. Gdy zastanawia się nad tym, co właściwie odróżnia go od rówieśników, których nie interesują ani nowe technologie, ani sieciowe kontakty, sięga pamięcią wstecz, do czasów przed pojawieniem się Internetu.
Jako nastolatek interesował się fantastyką, komiksami i muzyką alternatywną - są to niewątpliwie dziedziny, wokół których powstawały rozmaite fanowskie zrzeszenia i ruchy. Colford należał do kilku fan-clubów grup muzycznych i często wymieniał pocztą tradycyjną listy z innymi fanami, a za pośrednictwem specjalistycznych sklepów z komiksami docierał do innych miłośników komiksu.
Internet znacznie ułatwił działalność fanów, pomógł także rozwinąć nowe formy ich aktywności, np. uczestnictwo w grupach dyskusyjnych. Znajomość wczesnych sposobów kontaktu za pośrednictwem Internetu z innymi członkami fanowskich społeczności pozwoliła autorowi przyswoić sobie nowe "dwuzerowe" narzędzia komunikacji, i - w konsekwencji - wykorzystać je do innych celów, np. w pracy bibliotekarza.
O tym, jak kultury fanowskie wynajdują coraz to nowe sposoby wykorzystania starych i nowych mediów, pisze m. in. Henry Jenkins w "Kulturze konwergencji".
Wiele przykładów "dwuzerowych" postaw i medialnej kreatywności można także zaobserwować na przykładzie ruchu tolkienowskiego w Polsce: forum Elendili, serwis Elendilion w postaci bloga (ze sporą liczbą komentarzy), internetowe radio Elendili.fm, podczas audycji którego słuchacze mogą kontaktować się z prowadzącymi za pośrednictwem komunikatora GG, fanowska twórczość amatorska (obejmująca niemal każdą dziedzinę sztuki) i wspaniale zintegrowana (medialnie) społeczność fanów.
Fani lubią sieciowe kontakty, czasem jednak chcieliby się spotkać osobiście, i zdarza się, że po prostu nie mają gdzie. Dla takich grup, a zwłaszcza dla młodszych ich członków (z których nie wszyscy chcieliby, wbrew pozorom, spotykać się w pubie) dobrym miejscem zebrań mogłaby być publiczna biblioteka. W niektórych bibliotekach mają swoje siedziby lokalne kluby miłośników fantastyki (jak np. w znanej mi i zaprzyjaźnionej Miejskiej i Powiatowej Bibliotece Publicznej w Raciborzu), ale wydaje się, że ten potencjał jeszcze nie do końca został wykorzystany. Owszem, Harry Potter ma się w bibliotece wyjątkowo dobrze (jako generator mocy ruchu czytelniczego wśród najmłodszych, a zwłaszcza jego obrazu w bibliotecznych statystykach), podobnie jak i jego fani, dla których przygotowywane sa w bibliotekach publicznych liczne konkursy, imprezy, wystawy i spotkania. Ale np. marzyłoby mi się spotkanie fanów Terry'ego Pratchetta wśród zaimprowizowanych półek z książkami w kształcie wstęgi Möbiusa - przyznacie, ze Biblioteka Niewidocznego Uniwersytetu sportretowana w "Świecie Dysku" jest urocza? Na dodatek można by zrobić prelekcję o tym, które prawa fizyki są w niej notorycznie łamane - np. w poście blogowym na bibliotecznej stronie www ...
20 maj 2007
Zamiast wstępu
Od pewnego czasu przeglądam blogi amerykańskich bibliotekarzy, tworzące zjawisko sympatycznie nazwane "biblioblogosferą". Zjawisko to nabrało wagi, znaczenia i rozmiarów, których - przeglądając zasoby sieci - nie sposób już przeoczyć. To tam właśnie rodzą się idee, koncepcje, sugestie i wyobrażenia tego, czym we współczesnym świecie jest, czy też powinna być, biblioteka. Tam również powstaje kolektywna inteligencja, kreatywność i świadomość bibliotekarzy, a więc wszystko to, co pozwala nam znaleźć swoje miejsce w "dwuzerowym", dynamicznie rozwijającym się świecie nowych mediów, poczuć się dobrze, komfortowo i na czasie.
Polska biblioblogosfera jest dużo skromniejsza od amerykańskiej, jednak istnieje, rozwija się i zawiera w sobie wiele interesujących treści. Mam szczęście uczestniczyć w ciekawych projektach, mających na celu m. in. spopularyzowanie wśród polskich bibliotekarzy koncepcji Biblioteki 2.0 - forum dyskusyjnym oraz blogu Biblioteka 2.0. Kilkoro moich znajomych bibliotekarzy prowadzi już własne blogi, dzieląc się z resztą świata swoją wiedzą, przemyśleniami i efektami intelektualnych poszukiwań. Chciałabym również dorzucić mały kamyczek do tworzącej się lawiny polskiej biblioblogosfery, która - mam nadzieję - zdoła zmieść z powierzchni ziemi negatywne stereotypy i krzywdzący obraz naszego zawodu (którego przykład mamy tu), a w ludziach obudzi przekonanie, że warto coś robić i tym samym przyczyniać się do tworzenia nowej rzeczywistości.
Interesujące wyniki przyniosło badanie sondażowe przeprowadzone wśród amerykańskich blogujących bibliotekarzy, zapytanych, dlaczego właściwie piszą blogi. Ich motywacje przedstawiają się następująco:
- dzielenie się z innymi własnymi pomysłami, komunikowanie się z przyjaciółmi, znajomymi i rodziną (40,5%)
- notowanie dla siebie swoich przemyśleń, bycie na bieżąco (24,1%)
- zaistnienie w sieci, budowanie wirtualnej społeczności (19%)
- działania marketingowe, reklamowanie i informowanie o swojej bibliotece czytelników i użytkowników bibliotecznych usług (12,9%)
- kształtowanie i doskonalenie umiejętności pisania (12%)
- przetwarzanie, precyzowanie własnych myśli na różne tematy (12%)
- poczucie obowiązku wobec swojego zawodu, przyczynianie się do jego rozwoju (9,5%)
- prezentowanie zagadnień czy tematów, które nigdy wcześniej nie były nigdzie poruszane (6,9%)
- wyrażanie uczuć, emocji i poglądów (6%)
- po prostu zabawa (6%)
Myślę, że moja motywacja zawiera w sobie wszystkie spośród wymienionych, każdej po trochu. Niewątpliwie sieć oferuje nam narzędzia, których szkoda byłoby nie wykorzystać, choć pewnie nikt nie wie, jaki będzie w przyszłości efekt ich zastosowania. Ale to w końcu przywilej życia w ciekawych czasach. Blogujmy, eksperymentujmy, uczmy i bawmy się.
Mój blog zatytułowałam Bibliowizjer, wzorując się na amerykańskich bibliotekarzach, którzy tytułują swoje blogi. Nie aspiruję do tworzenia jakichś wybitnych czy wizjonerskich treści, choć mam nadzieję, że zamieszczane tu materiały choć trochę przyczynią się do zwiększenia naszego kolektywnego bibliotekarskiego IQ :)
Polska biblioblogosfera jest dużo skromniejsza od amerykańskiej, jednak istnieje, rozwija się i zawiera w sobie wiele interesujących treści. Mam szczęście uczestniczyć w ciekawych projektach, mających na celu m. in. spopularyzowanie wśród polskich bibliotekarzy koncepcji Biblioteki 2.0 - forum dyskusyjnym oraz blogu Biblioteka 2.0. Kilkoro moich znajomych bibliotekarzy prowadzi już własne blogi, dzieląc się z resztą świata swoją wiedzą, przemyśleniami i efektami intelektualnych poszukiwań. Chciałabym również dorzucić mały kamyczek do tworzącej się lawiny polskiej biblioblogosfery, która - mam nadzieję - zdoła zmieść z powierzchni ziemi negatywne stereotypy i krzywdzący obraz naszego zawodu (którego przykład mamy tu), a w ludziach obudzi przekonanie, że warto coś robić i tym samym przyczyniać się do tworzenia nowej rzeczywistości.
Interesujące wyniki przyniosło badanie sondażowe przeprowadzone wśród amerykańskich blogujących bibliotekarzy, zapytanych, dlaczego właściwie piszą blogi. Ich motywacje przedstawiają się następująco:
- dzielenie się z innymi własnymi pomysłami, komunikowanie się z przyjaciółmi, znajomymi i rodziną (40,5%)
- notowanie dla siebie swoich przemyśleń, bycie na bieżąco (24,1%)
- zaistnienie w sieci, budowanie wirtualnej społeczności (19%)
- działania marketingowe, reklamowanie i informowanie o swojej bibliotece czytelników i użytkowników bibliotecznych usług (12,9%)
- kształtowanie i doskonalenie umiejętności pisania (12%)
- przetwarzanie, precyzowanie własnych myśli na różne tematy (12%)
- poczucie obowiązku wobec swojego zawodu, przyczynianie się do jego rozwoju (9,5%)
- prezentowanie zagadnień czy tematów, które nigdy wcześniej nie były nigdzie poruszane (6,9%)
- wyrażanie uczuć, emocji i poglądów (6%)
- po prostu zabawa (6%)
Myślę, że moja motywacja zawiera w sobie wszystkie spośród wymienionych, każdej po trochu. Niewątpliwie sieć oferuje nam narzędzia, których szkoda byłoby nie wykorzystać, choć pewnie nikt nie wie, jaki będzie w przyszłości efekt ich zastosowania. Ale to w końcu przywilej życia w ciekawych czasach. Blogujmy, eksperymentujmy, uczmy i bawmy się.
Mój blog zatytułowałam Bibliowizjer, wzorując się na amerykańskich bibliotekarzach, którzy tytułują swoje blogi. Nie aspiruję do tworzenia jakichś wybitnych czy wizjonerskich treści, choć mam nadzieję, że zamieszczane tu materiały choć trochę przyczynią się do zwiększenia naszego kolektywnego bibliotekarskiego IQ :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)

